Mija pół roku, odkąd ćwiczę 6 razy w tygodniu. Efekty są. Na początku prawdę mówiąc ćwiczyłam głównie dla nich. Teraz to się samo dzieje, ćwiczę bo jest mi to potrzebne, a efekty są, ale to nie jest najważniejsze.
Jak zaczynałam, to chciałam od razu jak najwięcej pozycji zrobić, ale to nie o to chodzi. Lepiej zrobić kilka, a z pełną świadomością i oddechem głębokim. No i miałam tak,że jak robiłam dane ćwiczenie, to od razu oczywiście milion myśli przez głowę i jaka pozycja następna, a to chodzi o to, aby być TERAZ w tej pozycji, a nie następnej.
Na pewno jestem spokojniejsza i cierpliwsza, oj tego joga uczy zdecydowanie najbardziej. Nie boli kręgosłup, nie bolą stawy na zmianę pogody :P Ładniejsza cera i włosy, częściej uśmiech na twarzy.
I jak wypada ten jeden dzień w tygodniu, w którym nie ćwiczę, to jest mi dziwnie, brakuje mi tego po prostu. Joga uczy dystansu do siebie, swoich myśli i do świata, który pędzi i krzyczy. Tu i teraz, nie jutro, wczoraj już było i minęło. Zachęcam do jogi, choć nie zawsze jest super i mega przyjemnie, ale warto po stokroć :). Cieszę się, że weszłam na tą ścieżkę kolejny raz. Tym razem zrobię wszystko, aby dłużej ta przygoda trwała. Wdzięczna jestem pani Agnieszce Maciąg za Jej wszelkie artykuły o jodze, wierzę i Jej drodze, to mi otwiera oczy na wiele spraw. Joga to trochę przeglądanie się w lusterku, widzisz wszystko, zalety i wady, rzecz polega na tym, że wady powolutku zaczynasz akceptować. I przestajesz się przejmować rzeczami, na które nie masz wpływu- oczywiście nie od razu, to jest proces, ale piękny i warto podjąć wysiłek i nie raz zmusić się do ćwiczeń. Dawniej bałam się płaczu. Teraz nie, od uwalnia napięcie i nie muszę wcale od razu panikować i próbować na siłę polepszać sobie humor. Czasem smutek też jest potrzebny :).