miałem kiedyś taką sytuację.
śni mi się, że jestem w takiej sali medytacyjnej u nauczyciela, buddyjskiego mnicha. wielki i silny koleś z twarzą pokrytą bliznami. nie pamiętam, czy wzbudzał moje zaufanie czy nie. sam miałem wtedy żółty pas w karate, więc wszyscy byli ubrani w karate-gi i mieli swoje stopnie.

w pewnej chwili podszedł do mnie, uśmiechnął się i powiedział, żebym zamknął oczy i się skupił, pamiętam, że widziałem pomarańczowy kolor, który przeszedł potem w żółty a na końcu w jaskrawą biel, która wręcz raziła moje oczy. czułem, że on jest cały czas spokojny i wie co robi. w chwili gdy kolor przeszedł w biel słyszałem jego głos, który mówił mi, że to jest normalne i że wszystko będzie dobrze. żebym oddychał.

w sumie od tamtej pory nie miałem paraliżu poza jeszcze inną sytuacją, przed kilkoma miesiącami.

byłem całkiem świadomy w trakcie snu i śniło mi się, że chodzę po mieście, wielkim, jasno oświetlonym, gdzie każdy człowiek zajmuje się swoimi sprawami, ale chodzi też uśmiechnięty, zadowolony życiem. wybudziłem się lekko ze snu i chciałem poczuć swoje ciało, po jakimś czasie zaczął mnie prać paraliż, a senna wizja zniknęła (byłem przewrócony na bok). oddychałem powoli i po jakimś czasie wróciłem do snu, jednak nie był to już sen świadomy.

taka sytuacja, może ktoś coś wie na ten temat?


poza samym snem jest jeszcze jedna sytuacja o której nie wiem co myśleć. często mi się zdarza tak, że przed pójściem spać narasta mi w głowie pisk i szum. potem mam mocne wyładowanie widzę, jakby piorun, jasny błysk i przez chwilę jestem sparaliżowany, jakbym z defibrylatora oberwał. totalnie nie wiem co to może być i nikt mi jeszcze tego nie wyjaśnił.