Dzień dobry. Bardzo proszę o interpretację snu. Płynęłam z narzeczonym łódką przez jezioro. Dosyć ciemne. Na środku jeziora był pomost, jakby stanowisko do łowienia ryb, bez połączenia z brzegiem. Na łódce niedaleko pomostu mój pierścionek zaczął się rozpadać. Najpierw wypadło szafirowe oczko, na szczęście nie do jeziora tylko na łódkę. Później pierścionek cały się rozpadł. Osobno korona na oczko, osobno obrączka, osobno reszta zdobień. Narzeczony był na mnie o coś zły. Chyba o to, że zabrałam że sobą pierścionek. Nie pamiętam jak znalazłam się w wodzie. Była gładka i prawie czarna. Trzymałam się pomostu, zanurzona do połowy w wodzie, a narzeczony odplynal łódką. Obok miałam łódź i pomost, ale cały czas byłam w wodzie. Było coraz chłodniej. W końcu narzeczony po mnie wrócił, ale byłam jakaś obojętna na to.