Pokaż wyniki od 1 do 1 z 1
Like Tree3Likes
  • 1 Post By Daria_Hexe

Wątek: Blaski i cienie zodiaku

  1. #1
    Awatar Daria_Hexe
    Dołączył
    04-06-2014
    Przegląda
    Górskie Szczyty,Doliny i Strumienie
    Posty
    216
    Podziękował/a
    24
    Podziękowano 41 razy
    Siła reputacji
    47957990

    Domyślnie Blaski i cienie zodiaku

    BARAN
    Blaski:
    Mały twardziel
    Trudno o bardziej samodzielne i odważne dziecko niż Baraniątko. Nie przeraża go ani strzykawka ze szczepionką, ani bezzębna ciocia. Specjalnie zaczaja się na potwory mieszkające pod łóżkiem, żeby je dokładnie obejrzeć.
    Nie trzeba go bronić przed klasowymi chuliganami. Ba, jeszcze obroni przed nimi kolegów! Muszą o tym pamiętać jego rodzice, wzywani raz po raz na dyrektorski dywanik z powodu złamanych nosów i wybitych zębów. Wystarczy jednak zapewnić Baraniątku odpowiednią ilość ruchu, żeby mogło się wyżyć, a przestanie sprawiać problemy.
    Skazany na sukces.
    Młody Baran do upadłego wspina się po drzewach, biega za piłką, pedałuje, wiosłuje etc. Na prywatkach i balach tańczy do białego rana (potrafi rozkręcić każdą imprezę). Nikt mu nie wciśnie kitu, nikt go nie zastraszy. To urodzony wojownik – nonkonformista.
    Ciepła posadka raczej go nie zadowoli. Przecież urodził się po to, żeby wygrywać! Drugie imię Barana to „ambicja”. Cele osiągane bez walki, ryzyka i morderczej rywalizacji go nie interesują. Każdy szef pokocha tego patologicznego pracoholika, który twierdzi, że zwolnienia lekarskie są dla cieniasów.
    Chociaż... jeśli nowy pomysł szefa wyda mu się idiotyczny, to natychmiast powie o tym głośno, i to w niezbyt delikatny sposób. Nie będzie się ślinił w fałszywym uśmiechu. Z nim zawsze wiadomo, na czym się stoi.
    Knucie i ściemnianie są mu z gruntu obce. Owszem, łatwo się irytuje, ale równie łatwo wybacza. W przyjaźni jest dozgonnie lojalny, pomaga zanim zdąży się go o to poprosić.
    Wymarzona Żona.
    Pani Baran pod płaszczykiem szorstkości kryje szczerozłote serce. Funduje wczasy rodzicom i przygarnia pod swój dach zrzędzącą teściową. Zako****e się od pierwszego wejrzenia i na zabój. Upatrzony facet nie ma szans – zostanie złapany i wcielony do rodziny. Zaradna pani Baran będzie pracować za dwoje, by mężuś mógł realizować swoje talenta.
    Najlepszy przyjaciel kobiety
    Pan Baran potrafi rozmawiać z kobietami i godzinami słuchać ich zwierzeń, a na dodatek to świetny kochanek. Nie jest wytrwałym monogamistą, ale panie jakoś mu to wybaczają.
    Przyjaźni się ze wszystkimi swoimi byłymi, ku zgrozie kolegów spod innych znaków. Jest bardzo hojny, więc kiedy się zakocha, obsypuje wybrankę kwiatami i wysokokaratową biżuterią – już po trzech randkach przynosi pierścionek z diamentem wielkości oliwki.
    Hojny nawet po śmierci
    Niestety, pracoholicy spod tego znaku bywają ulubioną ofiarą wieńcówek i zawałów. Zostawiają po sobie fortunę, a w testamencie nie zapominają nawet o najdalszym i najbardziej antypatycznym kuzynostwie.

    Cienie...
    Warczący terrorysta
    Klasyczny mały Baran charakteryzuje się bezczelnym wyrazem twarzy i spojrzeniem zdolnym zwalić z nóg szarżującego mamuta. Rodziców trzyma krótko – już w niemowlęctwie złamał nos mamusi, wierzgając w zbyt zimnej jego zdaniem kąpieli.
    Od tej pory zastraszeni rodziciele akceptują potulnie fakt, że Baran niszczy wszystko, czego się dotknie, a zamiast mówić – wrzeszczy albo powarkuje. ADHD to jego drugie imię, więc na szczęście znika na całe dnie i rodzina może trochę odsapnąć.
    Wróg własnych przyjaciół
    Z wiekiem Baran trochę się cywilizuje. Ale tylko trochę. Według niego życie to walka z resztą świata. I ani myśli stosować zasady fair play. Rozpycha się łokciami i ściemnia tak bezczelnie, że uchodzi mu to na sucho. Jego ulubione hobby to podjudzanie.
    Z lubością prowokuje bijatyki, w których sam nie bierze udziału. Albo spija przyjaciół do nieprzytomności („ze mną się nie napijesz?”) i rechocząc robi im zdjęcia. Nie ma żadnych zahamowań. Klnie jak szewc i nie uznaje takich bzdur, jak „maniery”.
    Szef sadysta
    Lubi myśleć o sobie, że wali prawdę prosto w oczy, bo brzydzi się kłamstwem. Prawda jest taka, że go to po prostu bawi. A poza tym Wielki Szef Baran musi sobie często poużywać na plebsie, ot tak, dla higieny osobistej. Czuje się potem jak nowo narodzony i nazajutrz nie rozumie, czemu się kulisz, gdy próbuje cię poklepać po plecach.
    W pracy zawsze wszystkimi komenderuje. Sprzątaczka źle trzyma mop, a kierowniczka źle planuje zajęcia. Żeby poprawić błędy tego stada niekompetentnych kretynów, Baran zostaje po godzinach, nie zważając na stęsknione dziatki, czekające w domu. Na zebraniach wali butem w stół i brutalnie wypunktowuje nawet najmniejsze niedoróbki.
    Wojownik w miłości
    Nawet miłość to dla niego pole walki. Oblega upatrzoną ofiarę niczym krzyżowcy Jerozolimę. Żadnego tam miziania się i słodkich szeptów – podryw w jego wykonaniu przypomina raczej prześladowanie. Pani Baran atakuje wydekoltowanym biustem i gwałci biedaka na pierwszej randce, a potem zapomina, jak miał na imię.
    Pan Baran kolekcjonuje żony.
    Jest cholernie niecierpliwy, więc jak mu się jakaś baba spodoba, to najchętniej ją sobie… kupuje. Kilka kosztownych błyskotek, futro z norek, parę drogich kolacji, ekskluzywny koniak dla przyszłych teściów – i voilŕ! Po co się bawić w jakieś durne podchody?
    Gadżety (a do tej kategorii zaliczają się żony) szybko się mu nudzą, więc wymienia je na nowe. Nie przepada za dziećmi, bo się mazgają i wymagają opieki. Są słabeuszami niegodnymi jego cennego czasu, tak jak inne słabe istoty: chorzy, staruszkowie czy bezpańskie psy. Słabeuszom potrzebna jest solidna musztra, ot co!
    Butny do grobowej deski
    Baran stanowczo odmawia chorowania. Leczy się wódką z pieprzem. Schodzi prawie zawsze gwałtownie, wskutek strajku układu krążeniowego lub przez zadławienie się zjadanym w biegu hamburgerem.

    BYK
    Blaski:
    Jak pączek z lukrem
    Rumiane liczko małego Byka aż się prosi, żeby je wycałować. Nawet oschły pradziadek-kawalerzysta mięknie i odczuwa nieprzepartą żądzę zrobienia „puci, puci”. Tabuny krewnych rozpływają się nad tą układną, przemiłą dzieciną, która nigdy nie hałasuje i grzecznie sprząta zabawki.
    Byk niejadek występuje w przyrodzie równie często, co latające krowy. Nie grymasi, nie opluwa, nie funduje rodzicom traumy przy każdym posiłku. To słodki pieszczoch, który da laurkę, dygnie przed babcią, a kazaniom tatusia przysłu****e się z rumieńcem na twarzy.
    Można go zabrać do pracy czy do muzeum, bez ryzyka, że strzeli focha albo „Damie z łasiczką” dorysuje wąsy. Tulony i chwalony wyrasta na szczęśliwego nastolatka, który zamiast palić czy pić, zakuwa.
    Amator przyjemności
    Potem jest już tylko lepiej. Rozsądny Byk wyznaczy sobie realne cele – wygodne mieszkanie, bezpieczny etat z przyzwoitą pensją, liczną rodzinę i piątkowe obiady w dobrych restauracjach. Niech inni dorabiają się wrzodów oraz nerwic – on potrzebuje tylko odrobinę wygody i bezpieczeństwa.
    Jest przy tym tak wytrawnym smakoszem, że średnio wysmażony stek z kieliszkiem dobrego merlota wygeneruje w nim więcej endorfin i adrenaliny niż skok ze spadochronem. Uwielbia podejmować gości, a podawane przez niego potrawy przyprawiłyby familię Gesslerów o spazmy kulinarnej zazdrości. Interesy najchętniej ubija nad półmiskiem i z kieliszkiem w ręku.
    Mistrz punktualności
    Wszyscy kochają Byka i nie mogą się nachwalić, że jest taki lojalny, punktualny, staranny, uczciwy… Bez szemrania wykonuje polecenia, nigdy nie podnosi głosu, a do biura zawsze przychodzi (punktualnie!) pachnący, odprasowany i pod krawatem. Na dodatek jest urodzonym dyplomatą.
    W wolnym czasie praktykuje rzemiosło artystyczne i wyczarowuje cuda, którymi obdarowuje przyjaciół. Esteta, jakich mało: nawet w szalonym okresie studenckim nie zdzierży mieszkania w obdrapanych ścianach i brudnych zasłon.
    Odmaluje, pozmywa, powiesi obraz na ścianie… Uwije przytulne gniazdko, i to małym kosztem. Jest nie tylko zaradny, ale i oszczędny, co czyni go wytrawnym łowcą okazji.
    Wierny i Oszczędny
    Panie spod tego znaku potrafią ubrać się od stóp do głów w Pradę i Armaniego... w szmateksach. Są przy tym nieziemsko kobiece i zmysłowe. To idealne gospodynie, zaradne i oszczędne, wierne żony i wspaniałe matki. Panowie Byki są spełnieniem marzeń potencjalnych teściów. Nie klną, nie szastają kasą, całują w rączki i zawsze mają wypastowane buty.
    Prędzej Putin zapuści dredy, niż Byk zapomni o jakiejś rocznicy. Nie przeraża go prasowanie ani obsługa noworodka, nie pomyli selera z porem. Droga do jego serca wiedzie, oczywiście, przez żołądek.
    Żaden dekolt nie uwiedzie Byka tak skutecznie, jak kacza pierś w pomarańczach. Ślubną przysięgę traktuje śmiertelnie poważnie i nawet ożeniony ze skończoną zołzą bohatersko doczeka złotych godów.
    Dziadkowie jak z bajki
    Na emeryturze Byki obojga płci z rozkoszą zostają etatowymi dziadkami. Udziergają szalik, zniosą bunt i wepchną dwudaniowy obiad w gardziel niejadka.

    Cienie...
    Patologiczny leniuch
    Na początku rodzice Byka są przeszczęśliwi, że trafiło im się spokojne dziecko. Ale miesiące mijają, a bachorek wodzi wokół siebie tępym wzrokiem, ożywiając się tylko na widok maminej piersi. Przerażona rodzina myśli, że jest upośledzony. Skądże znowu. To po prostu patologiczny leń, który nie ma nic do powiedzenia poza „daj am”.
    Na plac zabaw można go zawlec tylko przemocą, za to do lokalnego spożywczaka leci jak na skrzydłach. Nic dziwnego, że wyrasta na tłustego, generującego pryzmy sreberek po czekoladkach bachora bez zainteresowań.
    Szybko orientuje się, że u rówieśników ma przechlapane, więc przypuszcza atak na dorosłych. Staje się rasowym lizusem, kujonem i skarżypytą. Całowany w czółko, klepany po pleckach, wyrasta na rozpieszczonego egocentryka.
    Nudziarz i paranoik
    Nie zaliczy młodzieńczego buntu, bo mu się to nie opłaca. Przecież ideałów nie da się zjeść ani przelać na konto w banku. Znajdzie pracę, ale do pięćdziesiątki będzie mieszkał z rodzicami, bo za nic nie zrezygnuje z pysznych (i darmowych!) obiadków mamusi.
    Wyprowadzi się dopiero, kiedy zmieni stan cywilny, czytaj: znajdzie frajera/frajerkę gotową mu usługiwać. Nastąpi to dość późno, bo Byka przerażają zmiany. Podczas przeprowadzki rozpacza, wyrywa tragarzom pudła, a w końcu przykuwa się do kaloryfera. Trudno o większego nudziarza i paranoika.
    Do kina chodzi tylko na filmy, które już widział, a ze sztuk najbardziej interesuje go sztukamięs. Boi się nieznajomych, więc nikomu nie mówi „dzień dobry”. Za to wystarczy machnąć mu przed oczami jakąś legitymacją, a zaufa nam bardziej niż rodzonej matce. Przez dziesięć lat będzie trzymać na dystans kolegę, z którym pracuje biurko w biurko, a wystarczą dwie sekundy, żeby wpuścił fałszywego gazownika.
    Ślamazara i wazeliniarz
    Śmiertelnie nudną, monotonną i stabilną pracę utrzyma aż do śmierci. Dekadę po dekadzie będzie (w żółwim tempie) wypełniał rubryczki albo wkręcał śrubki, umilając sobie czas wazeliniarstwem. Byki, jak mogą, unikają ryzyka i nieprzyjemności.
    Ich największe marzenia to wygodne kapcie, duży telewizor i pełna lodówka. Występują w dwóch stanach skupienia – jako grubasy albo jako bulimicy. Ten pierwszy jest przynajmniej zabawny: Byk czyta kartę dań na głos, łamiącym się ze wzruszenia głosem, a nad dobrze wypieczonym schabem dostaje mimowolnego orgazmu. Oprócz jedzenia interesuje go tylko seks.
    Kuchenny tyran
    Radzę szerokim łukiem omijać erotyczną wampirzycę, jaką jest pani Byk. Obleczona w bieliznę z sex shopu, przypina swoje ofiary do łóżka futrzanymi kajdankami i dręczy je aż do stanu przedzawałowego. Poślubiona staje się rozmemłaną kurą domową w papilotach i straszliwej podomce, którą interesuje tylko prasowanie, tuczenie dzieci, konfiskowanie pensji męża i tropienie jego wyimaginowanych zdrad.
    Byk płci męskiej jest jeszcze gorszy. W zamian za regularne cmokanie w rękę oczekuje, że żona będzie jego seksualno-kuchenną niewolnicą. Po trzydziestce tyje na potęgę, a im jest grubszy, tym bardziej skory do denerwowania się o byle duperele. Nie uznaje rozwodów, więc szanse na uwolnienie się od niego są znikome.
    Rupieć wśród rupieci
    Z chorób wieku podeszłego, oprócz tych związanych z przejedzeniem, Bykom najczęściej trafia się… mania zbieractwa. Byk siedzi na stale rozrastającej się górze skarbów/śmieci, hodując w lodówce nowe formy życia. Ogląda seriale, zagryzając żal golonką.

    BLIŹNIĘTA
    Blaski:
    Złote dziecko
    Matki innych dzieci, widząc małego Bliźniaka, zielenieją z zazdrości. Wesołe toto, odważne… Podczas kiedy ich pociechy stać co najwyżej na „gugu gaga”, ten recytuje „Małpę w kąpieli” Fredry i odróżnia Brachiozaura od Diplodoka. Uwielbia chodzić do przedszkola.
    Z miejsca rozko****e w sobie opiekunki, a potem przejmuje kontrolę nad grupą. Organizuje, wymyśla nowe zabawy, pociesza zapłakaną Olę z wprawą doświadczonego psychoanalityka, a z wrednego Radka trzema celnymi słowami robi pośmiewisko.
    Jest tak bystry i nad wiek dojrzały, że rodzice konsultują z nim każdy kredyt, zmianę pracy czy wystroju wnętrza. Wrodzone lenistwo wcale nie przeszkadza mu ukończyć szkoły z wyróżnieniem.
    Dusza towarzystwa
    Na weselu i stypie. Świat to dla niego wielki stół zastawiony smakołykami – grzechem byłoby nie spróbować każdego, chociaż po troszku. Dlatego Bliźnięta są wszechstronne, otwarte na nowe doświadczenia i zawsze mają coś do roboty. Prędzej obędą się bez jedzenia niż bez internetu, a wszelkie nowinki techniczne radują je niczym manna brnących przez pustynię Izraelitów.
    Studiują po pięć rzeczy naraz, a oprócz tego biegają na lekcje japońskiego, kurs wróżenia z fusów i robią licencję pilota. Bóg jeden wie, jak przy tym wszystkim znajdują czas na intensywne życie towarzyskie. Bliźnięta to bowiem kompani doskonali – do tańca i do różańca, na imprezę z gatunku „ciesz się, że nie kwiczysz” i na nobliwy zjazd rodzinny.
    Cieszy ich każda okazja do rozmowy, nieważne, czy chodzi o lekkie ploteczki, czy o pełnokrwistą dyskusję. Na dodatek mają duże poczucie humoru, a usłyszawszy przekonujące argumenty, chętnie skorygują swoje poglądy – dlatego można z nimi rozprawiać na przykład o polityce bez obawy, że odgryzą nam głowę.
    Handlowiec stulecia
    Oszczędzanie to nie ich broszka – Bliźnięta zamiast ciułać na coś dużego, wolą sprawiać sobie (oraz rodzinie i przyjaciołom) małe przyjemności. Na szczęście bezrobocie im nie grozi. Jako osobniki wysoce operatywne, szybkie w działaniu i lubiane przez wszystkich, błyskawicznie pną się po szczeblach kariery.
    Właściwie mogą robić wszystko, od prezesowania po sporty wyczynowe, ale najlepiej sprawdzają się w roli tłumaczy, przewodników, dziennikarzy i dyplomatów. Oraz handlowców. W tym zawodzie złotousty Bliźniak wyrabia 1000 procent normy, a zachwyceni klienci zakładają jego fankluby, nie oglądając się na opróżnione portfele.
    Poszukiwaczka pokrewnych dusz
    Pani spod znaku Bliźniąt to wulkan energii, mieszanka przeciwieństw. Kobieta-enigma, której pełne tajemnic spojrzenie rozkłada na łopatki płeć brzydką. Jest rozsądna, ale pełna szalonych pomysłów; wygadana, ale dyskretna; ekstrawagancka, ale potrafiąca zachować umiar.
    Życie u jej boku to pasmo ekscytujących przygód, podróży i niecodziennych doświadczeń. Ale najfajniejsze jest to, że równie mocno potrafi się zakochać w forsiastym przystojniaku, jak i w spłukanym kurduplu. Chodzi jej o pokrewieństwo dusz, a nie o casting na idealnego męża.
    Romeo i tatuś idealny
    Spektakularne konkury z niespodziankami są specjalnością pana-Bliźniaka. Dla tego pomysłowego romantyka włażenie po balkonach z różą w zębach i w takt przygrywającej pod blokiem orkiestry kameralnej to naturalna forma zalotów. Jest niezwykle uczuciowy i spontaniczny, potrafi zupełnie na serio oświadczyć się po tygodniu znajomości.
    Jest zabawny, wygadany i czarujący; ma mnóstwo zainteresowań i po prostu nie sposób się przy nim nudzić. Lubi sobie poflirtować z innymi kobietami, ale całkiem niegroźnie. Na dodatek jest wspaniałym ojcem. Co chwila wymyśla nowe zabawy, zaraża swoimi pasjami, a rodzinę zamiast nad Bałtyk zabiera latem do schroniska dla tygrysów sumatrzańskich.

    Cienie...
    Zbyt zajęci, by umrzeć
    Proszę nie dać się zwieść laseczce i grubym szkłom w okularach – Bliźnięta zachowują bystrość umysłu do ostatniego tchnienia. Doskonale wiedzą, czego się teraz słucha, a obsługę nowoczesnych gadżetów mają w małym palcu.
    Żyją długo, bo po prostu nie mogą się wymeldować, zanim nie ogarną jako tako arabskiego/ jazdy na motorze/nurkowania jaskiniowego. O ile po drodze nie pożre ich jakiś rekin, dożywają setki, do końca konsekwentnie olewając zalecenia lekarskie. Nie ze złej woli oczywiście – po prostu mają zbyt dużo spraw na głowie, żeby o wszystkim pamiętać.
    Krętacz z niewyparzoną gębą
    Ten koszmarny bachor zaczyna gadać w dwie sekundy po urodzeniu i od tej pory zamyka usta właściwie tylko podczas snu. A i to nie zawsze. Nie uznaje przy tym żadnych świętości – bez zająknięcia spyta babcię, czy goli się pod pachami, albo donośnie skomentuje łysinę dresiarza stojącego obok na przystanku.
    Uwielbia zadawać rodzicom krępujące pytania, najchętniej publicznie. Notorycznie oddala się bez pozwolenia, aby pospadać trochę z drzew albo pomalować agresywnego psa sąsiadów na zielono.
    Instynkt samozachowawczy chowa za bieliźniarkę, razem z niedojedzonym obiadem (większość Bliźniąt to niejadki). W szkole doprowadza nauczycieli do szału ciągłym wierceniem się w ławce i gadulstwem. Inspiruje wszystkie klasowe wybryki, ale to inni dostają uwagi.
    Nadpobudliwy plotkarz
    Gusta i przekonania Bliźniaka zmieniają się średnio trzy razy dziennie. Studiuje orientalistykę, medycynę i zootechnikę, ale żadnego kierunku nie kończy, bo zamiast na wykłady chodzi na kurs wizażu (którego też nie zalicza). Co wybory głosuje na inną partię. Wszystko, co było wczoraj, to dla niego „konserwa” i „wstecznictwo”.
    Jest nadpobudliwy i cierpi na chroniczny słowotok. W kinie wierci się i wysyła esemesy, a podczas mszy głośno komentuje wpadki językowe księdza. Wie wszystko o wszystkich – rozpuszczane przez niego plotki to broń masowego rażenia, która złamała niejedną karierę i nieraz obciążyła polski fundusz alimentacyjny. Najlepiej w ogóle go nie słuchać, bo łże jak z nut.
    Człowiek demolka
    Pracownik z niego żaden. Lepiej nie dawać mu do ręki dokumentów, bo połowę zgubi, a połowę zaleje kawą. Notorycznie się spóźnia, a jak już dotrze, to zajmie się wszystkim, tylko nie robotą – będzie czytać bzdury w internecie albo plotkować.
    Zdarza mu się zapomnieć, jak ma na imię szef, ale tego, że żona szefa ma krzywe zęby, nie zapomni nigdy. Nie ma głowy do szczegółów, więc wszystko trzeba po nim sprawdzać i poprawiać.
    Zatrudnienie Bliźniaka w księgowości to zawodowe harakiri. Nadaje się tylko do jednej pracy – do handlu. Wciśnie wszystko każdemu. Wśród jego ofiar są takie cuda, jak beznogi emeryt, naciągnięty na kupno ruchomej bieżni, czy zakonnica od lat spłacająca raty za karabin snajperski.
    Nałogowa Flirciara
    Kobietę spod tego znaku najpierw słychać (non stop gada, na przemian ryczy ze śmiechu i teatralnie szlocha), a dopiero potem widać. Ale jest to widok osobliwy, bo gust odzieżowy ma mocno kontrowersyjny.
    Niezrównoważona, niestała i uzależniona od flirtu, najchętniej przysysa się do żonatych, chronicznie nieśmiałych oraz do księży, ale jako erotyczna demokratka nie pogardzi także hrabią, menelem czy Masajem.
    Obiecuje dozgonną miłość, porzuca po dwóch tygodniach, a potem publicznie wyśmiewa wszelkie intymne felery byłego kochanka. Żywi się tylko winem i kolorowymi kanapkami na wernisażach i bankietach.
    Notoryczny zdrajca
    Facet spod tego znaku to najlepszy materiał na oszusta matrymonialnego. Ma 15 kochanek naraz, a dla każdej inną osobowość. Raz jest toczonym przez suchoty poetą, raz szpiegiem, a za chwilę ma sieć ekologicznych ferm kurzych pod Żurominem.
    Przeprowadza spektakularny podryw, po czym znika na trzy lata. W małżeństwie koszmarny: nie dość, że notorycznie zdradza, to nie zarabia, nie pomaga, myli pralkę z lodówką, a wysłany do sklepu po masło, wraca z klejem do butów.
    Nudziarz na luzie
    Bliźnięta są wydelikacone, przewrażliwione a na dodatek mają słabe płuca. Jednym słowem na starość robią się upierdliwe jak jasna cholera. Snują się po domu, charcząc i omdlewając, a zamiast jeść, faszerują się psychotropami.
    Źle sypiają, więc nocami polują na domowników, aby zanudzać ich opowieściami o minionych przygodach i podbojach. Jeśli nikogo nie dorwą, to podsłu****ą pod drzwiami, żeby potem rozpuścić trochę ploteczek.
    Ku zgrozie wnuków ubierają się jak nastolatki i nadużywają wyrażenia „wrzuć na luz”. Umierają średnio pięć razy na tydzień przy akompaniamencie teatralnych westchnień.

    RAK
    Blaski:
    Mały geniusz – patriota
    Na tle swoich rówieśników mały Rak błyszczy niczym gwiazda wśród ogólnej ciemnoty. Nieśmiały i grzeczny, woli Kościuszkę od Spidermana i królową Jadwigę od Ewy Farnej. Zamiast uprawiać wirtualne mordobicie na konsoli, studiuje historię wielkich bitew i kampanii wojennych.
    W domu prawie go nie widać, bo siedzi z nosem w encyklopedii albo składa model „Daru Pomorza”. Wieczorami ogrywa rodziców w Scrabble. Nie trzeba go odganiać od telewizora – opowieści dziadka o walce z okupantem są według niego o wiele ciekawsze od jakichś głupich kreskówek.
    Zna na pamięć wszystkie zwrotki hymnu narodowego, szczerze kocha zwierzątka, z przejęciem słucha wszystkich rodzicielskich rad. Pogłaskany po głowie, rozkosznie się rumieni.
    Szarmancki wzór cnót
    Młody Rak to marzenie każdej teściowej – opiekuńczy, łagodny i szarmancki, okazuje niezwykły (jak na obecne, straszne czasy) szacunek starszym. Nie śmieci, nie siorbie, a po posiłku zawsze pamięta o komplemencie dla kucharki. W przeciwieństwie do „nowoczesnych” rówieśników całuje damy w rękę i otwiera im drzwi.
    Zamiast wulgaryzmów używa zdań wielokrotnie złożonych, a takie słowa jak „aprenuledelużyzm” to dla niego chleb powszedni. Na studiach zajmuje się głównie… studiowaniem, zostawiając tortury kacowe kolegom.
    Długo zwleka z wyprowadzką od rodziców, ale po latach odpłaca się im troskliwą opieką. Weźmie do domu nawet zniedołężniałą BYŁĄ teściową i będzie ją karmił rosołkiem z heroiczną cierpliwością.
    Poproszony o opiekę nad mieszkaniem podczas nieobecności właścicieli reanimuje wszystkie rośliny doniczkowe, a przed powrotem domowników zapełni lodówkę, by mieli co zjeść po trudach długiej podróży.
    Pracownik – czarownik
    Raki często umniejszają swoje zalety. Wmawiają sobie, że z niczym sobie nie poradzą, że za słabo znają języki (podczas kiedy doskonale mówią w co najmniej trzech!)… Tymczasem są kompetentnymi i odpowiedzialnymi pracownikami. Wyróżnia ich fenomenalna pamięć do szczegółów oraz granicząca z czarną magią intuicja.
    Nadają się więc na handlowców, biznesmenów, nauczycieli. Trudno też o lepszych lekarzy i pielęgniarki, choć ich delikatne nerwy zdecydowanie lepiej czują się z dala od ostrego dyżuru. Altruistyczny niczym Matka Teresa Rak chwali sobie zawody „z powołania”. Nie boi się ciężkiej pracy, nawet za grosze, byle były wypłacane regularnie. Rozważni i romantyczni Trudno o większego romantyka niż facet – Rak.
    Zachody słońca, serenady pod oknem czy 100 róż w każdą rocznicę pierwszego pocałunku… Prędzej ojciec Rydzyk padnie w ramiona Palikotowi, niż Rak wykorzysta i porzuci. Nie interesują go podboje, tylko wieczna miłość, ze wszystkimi konsekwencjami typu ślub i dzieci. Podczas kiedy reszta męskiej populacji na dźwięk słowa „niemowlę” dostaje nerwowej wysypki, Rak zaręcza się już na studiach i wkrótce bez obrzydzenia zmienia pieluchy, fachowo kąpie i naciera oliwką.
    Podrośnięte pociechy bawi opowieściami o pradziadkach ułanach i wodzi na wycieczki. Kobieta Rak doprowadza mężczyzn do wrzenia. Na przemian wstydnisia i wyuzdana femme fatale, trzyma swojego faceta w wiecznej słodkiej niepewności. Szczęściarz, który ją zaobrączkuje, zyska łóżkowego demona i perfekcyjną panią domu.
    Ona naprawdę lubi pichcić i prasować! Na dodatek nie trzeba jej namawiać na dzieci. Pani Rak ani myśli ślęczeć w biurze, skoro może doświadczyć cudu macierzyństwa.
    W ciąży promienieje, a zamiast cierpieć na depresję poporodową, śpiewa kołysanki takim głosem, że nawet Terminator zmiękłby jak budyń. Zawiaduje domem niczym rasowy generał – wszystkie rachunki są płacone terminowo, a cieknące krany potraktowane fachowcem.
    Nestor jak się patrzy
    Przejście na emeryturę cieszy Raka. Wreszcie może się poświęcić opiece nad prawnukami. To, że jest ich prawie trzydziestka, go nie zraża. Pamięta ich imiona, ulubione dania, kolory i bajki. Wie, na co które jest uczulone i kim chce być, jak dorośnie. Codziennie gotuje obiady dla tego garnizonu bachorków, nie zważając na strzykanie w kolanach.

    Cienie...
    Mazgaj nad mazgajami
    Wystarczy mu głośniej kaszlnąć za plecami, a mały Rak już wyskakuje na metr w górę, wpada w dygot i doznaje urazu na całe życie. Wysiaduje dziurę w kozetce szkolnego psychologa. Boi się dosłownie wszystkiego: ekspedientki ze spożywczaka, srok, kożucha na mleku… Większość dzieciństwa spędza, chowając się po kątach albo rycząc.
    Trzeba go wiecznie uspokajać, przytulać i ratować. Na dwór nie wyjdzie, bo jeszcze go użądli osa albo porwie UFO. Lepiej nie czytać mu bajek braci Grimm, bo osiwieje przed pierwszą komunią. Jeżeli odważy się wychynąć z domu, to tylko wczepiony w maminą spódnicę. I tak już zostanie aż do czterdziestki.
    Dziki filantrop
    Młodego Raka trzeba dobrze pilnować, bo jest kompletnie nieobliczalny. Niby taki spokojny i odpowiedzialny, ale wystarczy jedna niewłaściwa znajomość, by całkiem zdziczał. Rak bowiem zrobi wszystko, byle się przypodobać. Wypije butelkę wódki na wezwanie starszego kolegi, a jedno słowo ładnej panienki sprawi, że rzuci się z zębami na oddział prewencji.
    To niesamowite, jak wynaturzoną formę może przybrać wrodzony konformizm! Przecież na co dzień Rak to skrępowany przez fobie, spokojny jak zaspany koala rutyniarz. Na dodatek hipochondryk (wydaje na lekarstwa więcej niż niejeden fetyszysta na galanterię skórzaną) i safanduła.
    Wyprowadzkę od mamy odwleka tak długo, jak się da. A nawet jeśli się przeprowadzi, to i tak je tylko u mamusi, a pluszaków pozbywa się dopiero na kategoryczne żądanie teścia. Wrażliwe toto, jeśli ma kota, to bez oka, jeżeli psa, to bez łapy. Wszyscy mają go za wariata, a ofiary jego charytatywnej pasji doją go bezwstydnie. Wakacje Rak spędza na działce z wędką – za granicą czają się terroryści i nieznane potrawy.
    Wstrętny Minimalista Kariery nie zrobi, bo jest na to zbyt delikatny. Atmosfera rywalizacji jest dla niego bardziej zabójcza niż gaz musztardowy. Jeżeli awansuje, to dzięki bezwstydnemu podlizywaniu się szefowi. Zresztą wystarczy mu kawalerka i samochód po tatusiu.
    Wrzuci pół wypłaty menelowi, ale lepszej pralki nie kupi. Kredytu też nie weźmie, najwyżej pożyczy parę złotych od mamusi. Zdołowana rodzina snuje się w zacerowanych skarpetkach i je z wyszczerbionych talerzy, a na wakacje jeździ co roku nad to samo mazurskie jezioro, pod namiot pamiętający czasy PRL-u.
    Paranoik i dewota
    Po (szybkim) ślubie Rak okazuje się despotą, ultrakonserwatystą i zazdrośnikiem. Nie wypuszcza żony poza kuchnię i sypialnię, płodząc co roku nowego bachora. Co dzień gania rodzinę do kościoła i zmusza do godzinnej modlitwy przed każdym posiłkiem. Żonę torturuje porównaniami do mamusi, a dzieci – śpiewaniem „Bogurodzicy”.
    Gustuje w silnych kobietach, na których się uwiesza. Czarny koszmar feministek. Pani Rak zdarza się zajść w „planowaną” ciążę przed maturą. Potem zamienia się w neurasteniczną kurę domową, nadużywającą oper mydlanych. Poślinionym palcem publicznie zetrze 35-letniemu synowi pyłek z policzka. Wizualizując sobie zdrady męża, wbija schabowe w blat. Cynicznie pasie go gigantycznymi obiadzidłami, aż zapcha mu arterie.
    Chory na wszystko
    Na starość Rak przyrasta do fotela. O wiele dekad przeżywa swoją zmaltretowaną połowicę. Teraz to wnukowie będą zmuszani do niekończących się partii chińczyka. Nachodząc lekarzy, dożywa setki.

    LEW
    Blaski:
    Książątko pośród fanfar
    Lwiątko od pierwszych sekund życia zachowuje się po królewsku. Najpierw wydaje mrożący krew w żyłach ryk, ale potem milknie i łaskawie odbiera hołdy od rozanielonej rodziny. Jest pogodne, spokojne i odważne, jak na Lwa przystało. Nie zniży się do płakania przy szczepieniu.
    Wie, że „proszę”, poparte zniewalającym uśmiechem, działa lepiej niż „ja chcę, ja chcę” w akompaniamencie tupania i łez. Uczy się szybko, bo bardzo lubi być chwalone. Z tego samego powodu zachowuje się grzecznie i nie ulega presji rówieśniczej.
    Można mu splątać skomplikowane warkocze, montować kokardy i przebierać trzy razy dziennie. Lwiątko lubi wyglądać elegancko, więc chętnie poddaje się tym wszystkim zabiegom, dzielnie przemilczając problem drapiącego sweterka.
    Król życia
    Lwy z rozbawieniem obserwują swoich rówieśników, którzy w desperackich próbach wybicia się na czoło grupy pakują na siłowni. Oni załatwiają to inaczej: są życzliwi, radośni i wyzbyci kompleksów. Nie prowadzą gierek – jeśli coś im się nie podoba, powiedzą to głośno.
    Kiedy ktoś uchybia damie, dają w pysk, nawet jeśli to ich osobisty szef. A jakie urządzają imprezy! Trzecie urodziny Lwa są bardziej pojechane niż niejedna osiemnastka. A im jest starszy, tym bardziej hojny. Organizowanie zabawy przyjaciołom sprawia mu frajdę. Ledwo wyleczy kaca po sylwestrze, a już zaczyna planować swoje urodziny.
    Jego imprezy nikt nie zapomni – ani „wessani” sąsiedzi, ani wezwani o czwartej nad ranem i spojeni tequilą policjanci. Jego bliscy mogą spać spokojnie – Lew zawsze ruszy na ratunek, nie oczekując w zamian niczego poza uznaniem. Lwy notorycznie wyciągają z pożarów staruszki, a potem wracają w płomienie po ich koty.
    Beniaminek mamony
    Oszczędny Lew nie występuje w przyrodzie. Jest za to cała masa Lwów – szczęściarzy, którzy przyciągają kasę jak magnes. Jeżeli nie wygrają szóstki w totka, to znajdą na ulicy złoty zegarek lub odziedziczą pół Warmii po ciotce. Żyją więc w cyklach: od olbrzymiego debetu na karcie do tarzania się w dewizach.
    Na szczęście dużo zarabiają – Lew wyznaje zasadę: „być szefem albo umrzeć”. Zwolniony z obowiązku wykonywania cudzych poleceń, popada w pracoholiczny szał. Reorganizuje, mobilizuje, dopilnowuje szczegółów.
    Czego się dotknie, zamienia w złoto – konkurencja nie może mu darować, że zakasował ją tak błyskawicznie i uczciwie. Potrafi walnąć taką mowę, że zlany łzami wzruszenia personel zdeklaruje chęć pracy w niedzielę. To wymarzony prawnik, aktor albo… ambasador.
    Zdobycz nie dla frajerów
    Facet – Lew nie ugania się za spódniczkami. Czeka, aż wybranka zrobi pierwszy krok, a gdy już jest pewny, że jego uczucia nie trafią w próżnię – rozpoczyna iście królewski podryw.
    Drogie prezenty, randki w Paryżu i oświadczyny przy świecach na tajskiej wysepce… ukochana dostojnego Lwa poczuje się jak Elżbieta I w dniu koronacji. Będzie mogła polegać na tym opiekuńczym facecie, który lubi rządzić w związku, ale tyle daje w zamian!
    Lwica ma w głowie radar wyłapujący życiowe ofermy. Niezaradni mogą o niej zapomnieć – ta elegancka, „luksusowa” kobieta nikomu nie będzie matkować. Nie szuka też bogatego frajera, na którym mogłaby się uwiesić. Jest pewna siebie, odważna i energiczna; zawsze coś wykombinuje i nie wie, co to bezrobocie.
    Choć skończyła wydział biotechnologii, zarobi krocie na romansidle o wampirach albo zaprojektuje linię ubrań. Duma nie pozwala jej podrywać facetów – to ją się zdobywa, tocząc boje z hordą pozostałych adoratorów. Zwycięzcy trafi się wspaniała żona: wysoce reprezentacyjna, inteligentna i lojalna niczym samuraj.
    Emeryt w obłokach
    Lew całe życie ciężko pracował, więc na starość korzysta z życia. Bawi się, podróżuje, a jeżeli owdowieje, przygrucha sobie młodą żonę/męża i rusza w podróż poślubną na Karaiby. Nie wymaga pomocy ani opieki, nie jęczy, nie biadoli.
    Chętnie zabierze czteropokoleniową rodzinę na wczasy do Turcji. Nie choruje, bo nie ma na to czasu. Odchodzi spełniony: po trzydniowym bankiecie przypomina sobie, że jeszcze nigdy nie skakał ze spadochronem. I gdzieś w połowie drogi na ziemię dostaje iście cesarskiego zawału.

    Cienie...
    Monarcha absolutny
    Jest zdziwiony faktem, że gdy raczył wychynąć na świat, lekarze nie padli na kolana. W dodatku rodzice nie mówią do niego per „wasza wysokość”! Skandal! Już on im wszystkim pokaże! Urażone Lwiątko mści się za te zniewagi, terroryzując członków rodziny. Jeśli są grzeczni, jest urocze, ale biada temu, kto śmie się przeciwstawić.
    Sztukę manipulacji bliźnimi opanowało, jeszcze zanim pojęło, do czego służy nocnik. Bez skrupułów wykrwawia rodziców z kasy, egzekwując od nich kolejne kucyki i miniaturowe ferrari. Pewnie siedziałby w poprawczakach od początku podstawówki, gdyby zawczasu nie podporządkował sobie… wszystkich. Od szkolnego dozorcy po dzielnicowego.
    Snob zakochany w sobie
    Jest przekonany, że nic nie musi. Rozleniwia się i wyrasta na zakochanego w sobie snoba. Ubiera się tak, jak dyktuje moda, jada tam, gdzie najdrożej. Naiwny i rozrzutny, słucha się reklam jak wyroczni delfickiej i myli szczerość z chamstwem. Jego żona musi mieć największy biust, a mąż – portfel jak biceps Agaty Wróbel.
    Przyjaźni się tylko z bogatymi i dobrze ubranymi. Zwykle jednak nie słucha, co do niego mówią. Patologiczny nieuk. Ma całą bibliotekę książek, których nigdy nie przeczyta. Poglądy dzieli na swoje i mylne. Efektem dyskusji z nim może być co najwyżej podbite oko.
    Kompletny ignorant
    Nie przyjmuje do wiadomości, że jest czyimś podwładnym. Strzela fochy, nie słucha poleceń i opieprza głośno wszystkich: od sprzątaczki po prezesa. Wymigałby się od każdej roboty, gdyby nie żądza awansu. Gdy wreszcie uda mu się zostać szefem, zachowuje się, jakby władał co najmniej Cesarstwem Rzymskim.
    Otacza się wianuszkiem „pieszczoszków”, a resztę pracowników zagania do roboty ponad siły, wrzeszcząc i miotając obelgi. Kompletnie nie zna się na ludziach. Awansuje największych bałwanów tylko za to, że płaszczą się przed nim. Ze swoją wyniosłością i muchami w nosie doskonale nadaje się na celebrytę.
    Buduje pałac, na widok którego mdleją esteci, wypełnia go truchłami zwierzyny oraz elektroniką. Ma 60-calową plazmę… w ubikacji. Kompletny ignorant: myli faraona z gramofonem, a Rafaela z Ronaldo.
    Kolekcjoner trofeów
    Kocha szczerze, gorąco i bezwarunkowo. Niestety – tylko siebie. Nie chce mu się wysilać, więc żonę najczęściej… kupuje za pomocą kilku monstrualnych bukietów, kopczyka biżuterii oraz ekskluzywnych wakacji na Dominikanie. Lubi kobiety, które podobają się innym, sam bowiem nie ma gustu.
    Żona ma nie odzywać się nieproszona oraz bez szemrania wykonywać polecenia pana i władcy. Zostanie za to wynagrodzona złotą kartą do spa i torebkami od Prady. Musi tylko zawsze być odstawiona – bez makijażu Lew mógłby jej nie poznać i wystawić za drzwi.
    Lwica z naciągiem
    Kobietę Lwa najpierw słychać: jest tak obwieszona biżuterią, że podzwania przy każdym ruchu. Potem dosięga nas fala uderzeniowa perfum. I wreszcie objawia się ona: obleczona w futra i jedwabie, wymalowana, ponaciągana, otoczona wianuszkiem starannie dobranych, brzydkich koleżanek.
    W mężczyznach interesuje ją wyłącznie portfel oraz potencjał zawodowy, nie żadne tam sentymentalne pierdoły. Muszą też być odpowiednio ulegli. Lwica szybko wybije im z głowy sprzeciw, urządzając krwawe awantury małżeńskie – złamie biedakowi nos upierścienioną piąchą albo rozbije na głowie alabastrową wazę – i będzie chodził jak w zegarku. A kiedy już mąż padnie ze zgryzoty, ponaciągana Lwica kupi sobie żigolaka.
    Przeżarty staruszek
    Póki ma pracę i małe dzieci, jeszcze jakoś funkcjonuje. Wpadnie do szkoły nawrzeszczeć na nauczycieli (śmieli obniżyć ocenę ze sprawowania ich dzieciątku!) albo powyżywa się na podwładnych. Na emeryturze kompletnie sobie odpuszcza. Snuje się po swoim koszmarnym „gargamelu”, pośród jedwabnych frędzli i gigantycznych luster.
    Żre steki i topi je w stuletniej brandy, nie wyjmując z ust wielkiego cygara. Zwabiony przez rodzinę lekarz orzeka, że Lew ma wieńcówkę, zaleca dietę… po czym zostaje wyrzucony przez okno przez rozjuszonego pacjenta. Powinien był wiedzieć, że Lew nie choruje, bo to narusza jego wizerunek macho. On może co najwyżej polec w walce, czyli zejść na zawał.

    PANNA
    Blaski:
    Olimpijczyk w pieluszkach
    Mała Panna nie marnuje czasu na łażenie po drzewach czy zabawy w księżniczki. Uczy się pilnie, a po szkole zamiast na plac zabaw wędruje do muzeum historii naturalnej. Kiedy cała rodzina zaśnie, ona rusza sprawdzić, czy wszystkie kurki są pozakręcane, a drzwi zamknięte na klucz.
    Z nią rodzice mogą czuć się bezpieczni – Panna zaopiekuje się nimi, gdy tylko przestanie raczkować. Nie niszczy ubrań, grzecznie myje rączki, a w sklepie szerokim łukiem omija czekoladę. Gdy rówieśnicy uczą się trafiać zadkiem do nocnika, Panna gra na fortepianie i recytuje tabliczkę mnożenia.
    MacGyver zodiaku
    Przez szkoły idzie niczym burza. Olimpiady, stypendia, wyróżnienia to dla niej chleb powszedni. Na tle kolegów błyszczy niczym Brad Pitt na zjeździe łysych z nadwagą. Rozsądna i opanowana, uczciwa i odpowiedzialna, ma silny charakter oraz umysł ostry jak brzytwa.
    Rozmowa z nią to doświadczenie niemal orgazmiczne – ilość błyskotliwych spostrzeżeń, wyszukanych żartów i anegdotek powala na kolana inteligentów. Wszechstronność Panny ma także zastosowanie praktyczne. Złota rączka to mało powiedziane.
    Naprawi pralkę, rozpali ognisko mokrą zapałką i wykona tracheotomię ołówkiem. W wolnych chwilach relaksuje się, budując prototyp silnika jądrowego i obsesyjnie sprzątając mieszkanie.
    Pracownik stulecia
    O przywilej zatrudnienia takiego osobnika szefowie powinni się pojedynkować. Panna nie dość, że nadzwyczaj inteligentna, to jeszcze obowiązkowa, nieprzekupna, lojalna i wydajna niczym Wincenty Pstrowski. Wyrażenie „zwolnienie lekarskie” nie figuruje w jej słowniku.
    Jednak największym atutem Panny jest wrodzona niechęć do prezesowania. Ona chce po prostu PRACOWAĆ w spokoju, bez cyrków. Wysokie stanowisko tylko by jej w tym przeszkadzało. Najchętniej zostanie doradcą i będzie rządzić firmą zza pleców szefa.
    Panna niedotykalska
    Celem każdej Panny jest zakochać się do szaleństwa i dozgonnie. Ale nie w byle kim. Dlatego w sprawach uczuciowych zachowuje zimną krew. Facet spod tego znaku nie oświadczy się na trzeciej randce, nie rozwiedzie po pierwszej kłótni. Kandydatka na żonę może mieć garbaty nos i krzywe nogi – byle była inteligentna, zaradna i szczera.
    Panna brzydzi się zdradą, więc można na mężczyznę Pannę liczyć nawet podczas największych sztormów kryzysu wieku średniego. Żeby zdobyć Pannę płci żeńskiej, trzeba się solidnie nagimnastykować. Ta zawsze elegancka, spokojna kobieta jest odporna na szybki podryw.
    Ciąganie po drogich restauracjach czy posyłanie imponujących bukietów nie odniesie skutku. Panna nie kokietuje i nie życzy sobie być kokietowana. Szuka partnera, a nie przygody.
    Dziarski staruszek
    Podczas kiedy pozostałe znaki zodiaku tyją, garbią się i popadają w ogólne rozmemłanie, Panna wmaszerowuje w starość dziarsko i z podniesionym czołem. Ani myśli snuć się po domu, wspominając stare dobre czasy. Nie gromadzi pamiątek, nie zarasta.
    Zawsze idealnie odprasowana i pachnąca dobrą perfumą, dla rozrywki strzela umoralniające gadki pijusom pod sklepem. Nie przechodzi na emeryturę, bo bez niej firma padnie, a do tego nie wolno dopuścić. Zresztą na emeryturze umarłaby z nudów.

    Cienie...
    Niemowlak z siwą brodą
    Jest kwestią sporną, czy Panny w ogóle mają dzieciństwo. Wielu twierdzi, że rodzą się już dorosłe, co gorsza, z osobowością emerytowanych wojskowych. Najchętniej już na porodówce głośno skrytykowałyby niedomytą ich zdaniem podłogę i niedoprasowane prześcieradła.
    Niestety, przez następnych kilka miesięcy mogą tylko leżeć i cierpliwie znosić żenującą niekompetencję swoich opiekunów. W akcie zemsty przejmują kontrolę nad domem gdzieś pomiędzy pierwszym „gugu” a raczkowaniem. Akceptują tylko domowe przeciery z sezonowych warzyw; zupkę ze słoika zwracają złośliwie i panoramicznie.
    Gdy podrosną, obsobaczają matkę za niestaranny makijaż i głośno wytykają ojcu brak zaangażowania w pracę zawodową. Bajki je drażnią, bo są nielogiczne. Zamiast ciągnąć za warkocz przedwcześnie dojrzałą Julkę z VIc, Panna prasuje skarpetki i konstruuje latawiec wielkości małego fiata.
    Wścibski cynik
    Bliźni napawają Pannę niesmakiem. Tacy są niezaradni, tępawi, niedouczeni. Zdegustowana Panna czuje się w obowiązku pomóc tym ofiarom losu, w związku z czym notorycznie wtyka nos w nie swoje sprawy. Wszystko wie najlepiej. Z czasem popada w patologiczny cynizm i mizantropię.
    Siedzi w kącie ze skwaszoną miną, od czasu do czasu wysyłając pod adresem bliźnich ironiczne uwagi, zdolne powalić mamuta. Wytknie każdą plamkę na koszuli, każdy błąd językowy, każdą nadprogramową kalorię w posiłku.
    Raz w tygodniu urządza sprzątanie lodówki i zmusza rodzinę do zjadania przejrzałych wędlin, perorując o wzdętych brzuszkach afrykańskich sierot. Nie wierzy w nic. Na widok kościoła mamrocze coś o gusłach i zabobonach, nie obchodzi świąt. Odpręża się tylko i wyłącznie po pierwszym promilu.
    Asekurant bez polotu
    Na szczęście dla jej wymęczonej rodziny Panna bardzo lubi chodzić do pracy. Uwielbia zostawać w niej po godzinach. Przed wypełnianiem tego szczytnego obowiązku nie powstrzyma jej nawet obustronne zapalenie płuc.
    Na widok nierówno ułożonego papieru w drukarce strzela kazanie niczym Fidel Castro w rocznicę rewolucji. Współpracownicy szczerze nienawidzą Panny. Na dodatek przeraża ją wszystko, co nowe, nie trawi ryzyka, a na dźwięk słowa „kredyt” blednie i cytuje z pamięci wahania kursu franka szwajcarskiego z ostatnich pięciu lat.
    Erotoman gawędziarz
    Panny sprytnie się urządziły. Wersja oficjalna jest następująca: szukają tej jedynej/tego jedynego, więc muszą rozejrzeć się wśród potencjalnych kandydatek/ów. Uzbrojony w ten argument facet Panna testuje szwadrony panienek. Poddaje je skrupulatnym oględzinom. Ta jest za wysoka, ta głupio marszczy nos, a tamta ma słabo płatną pracę.
    Z większością nawet nie sypia (seks wprawia go w zakłopotanie), tylko ogląda i odstawia z powrotem na półkę. O ile któraś nie zaciągnie go na postronku do ołtarza, zostaje starym kawalerem i nieznośnym erotomanem gawędziarzem. Kobieta Panna bardzo się pilnuje, żeby nie wyjść za mąż z miłości.
    Za nic nie pozwoli, aby durne hormony wpłynęły na tak ważną decyzję. Zresztą faceci to według niej banda kretynów z mózgami wyżartymi przez testosteron. Zimna i wyrachowana Panna dosysa się więc do jakiegoś krzepkiego, kasiastego egzemplarza i podporządkowuje go sobie niczym generał Patton północną Francję w 1944 roku.
    Zanim zgodzi się na wspólnotę majątkową i udostępnienie swoich organów rozrodczych, przeciągnie narzeczonego po wszystkich możliwych lekarzach, wydoi z niego litry krwi do badań, zoptymalizuje jego dietę i przegoni namawiających go do niezdrowego trybu życia kolegów.
    Niespełniony kapral
    Emerytura to dla Panny wyrok. Pozbawiona obowiązku codziennego stawiania się w pracy cierpi, popada w nałogi i robi się, o ile to możliwe, jeszcze bardziej nieznośna. Pół biedy, jeśli po prostu zdziczeje. Będzie siedzieć w swojej mnisiej celi na stryszku, składać majtki w kosteczkę, mamrotać przekleństwa i bojkotować rodzinne spotkania (nie idę, bo ciotka Ziuta śmierdzi, jej mąż jest idiotą, a dzieci ani chybi wyrosną na kryminalistów!!!).
    Gorzej, jeśli ktoś zostanie skazany na takie towarzystwo. Mieszkanie ze stetryczałą Panną to koszmar nie do opisania. Ten niespełniony kapral będzie co rano zliczał ziarna pieprzu w pieprzniczce, a potem urządzał rodzinne apele, na których ochrzani domowników za przekroczenie limitów spożycia przypraw.
    Jedyna nadzieja w tym, że sam zdiagnozuje u siebie jakieś schorzenie (do lekarzy nie chodzi, bo nie mają pojęcia o leczeniu), zażyje specyfik własnej produkcji i padnie od niego w trakcie segregowania sznurówek według długości i odcienia.

    WAGA
    Blaski:
    Nie dziecko, a zjawisko
    Takiej kumulacji loczków i przesłodkich uśmiechów nie sposób się oprzeć. Nawet najbardziej zatwardziałe dzieciofoby ani się obejrzą, a już padną na kolana, żeby obcałowywać małą Wagę. Miłe i śliczne dziecię spod tego znaku rozbraja jednym spojrzeniem. Uwielbia być strojone, nie piszczy przy czesaniu, a połaskotane chichocze uroczo.
    Jego największą radością jest sprawianie przyjemności bliźnim. Dlatego pilnie ćwiczy po nocach, żeby zagrać mamusi jej ukochany nokturn Chopina, robi laurki, których nie powstydziłby się absolwent ASP, i jest gwiazdą szkolnych przedstawień. Rówieśników traktuje jak ukochane rodzeństwo, przyjmuje do swojej bandy „muszkieterów” i odradza brzydki nawyk obgryzania paznokci.
    Uczynna optymistka
    Hołubiona przez rodzinę, znajomych i osoby postronne, Waga wyrasta na radosnego optymistę, zakochanego w świecie i ludziach. Unikając starć i kłótni, sunie przez życie tanecznym krokiem, wzbogacając się co dzień o kolejnych przyjaciół. Ich dobre samopoczucie to jej priorytet.
    Kiedy są smutni, bierze dzień zwolnienia z pracy, żeby ich pocieszać; jeśli czegoś potrzebują, wydobędzie to choćby spod ziemi. Odda nerkę koleżance z podstawówki a sypialnię rozwodzącemu się koledze. Lojalna i hojna nie opuści w potrzebie nawet najgorzej rokującego łobuza. Jest mile widziana w każdym towarzystwie.
    Zawsze uprzejma, naturalna, szeroko uśmiechnięta i wyposażona w arsenał zabawnych historyjek, tańczy tak, że Travolta z „Gorączki sobotniej nocy” może się schować. Ma nienaganne maniery i nigdy nie popełnia towarzyskich gaf.
    W modnej marynarce, pachnąc nienachalną perfumą, będzie grać gościom na fortepianie (wiele Wag to utalentowani muzycy) i wlewać w nich starannie wyselekcjonowane wina z własnej piwniczki.
    Pracownica uniwersalna
    Nie pracuje dla zaspokojenia ambicji – po prostu potrzebuje funduszy na przyjemności. Dlatego może robić wszystko, byle tylko dobrze jej płacono i byle miała z kim poplotkować. Makler czy ekspedient, kosmetyczka czy prezenterka telewizyjna – Waga wszędzie poradzi sobie śpiewająco.
    Choć sama nie zabiega o awans, rozkochany/a przełożony/a i współpracownicy zgodnie popychają ją w górę. Jako szef jest wyrozumiała i przyjacielska. Nie zna słowa „mobbing”, za to wie, jak mają na imię dzieci pracowników i na co są uczulone.
    Anioł od Gucciego
    Pani Waga mimowolnie sprawia, że męskie serca topnieją niczym czekolada na słońcu. Nawet z nadwagą i owinięta w wymięte prześcieradło jawi się im niczym Wenus wyłaniająca się z morskiej piany. Jest uosobieniem kobiecości – pełna wdzięku, elegancka i ciepła, nie wie, co to kompleksy.
    Włoży mini do kaloszy albo różowy szal do bordowej bluzy i będzie wyglądać świetnie. Kocha swoje nie zawsze doskonałe ciało i jest to miłość wysoce zaraźliwa. Całe życie uważa, żeby nie sprawić nikomu przykrości. Rodzinie dogadza, jak może: pichci, prasuje, dopieszcza, każdy konflikt obraca w żart.
    Nie powie złego słowa nawet o stetryczałym teściu. Notorycznie swata znajomych, gdyż uwielbia happy endy. Małżonka pana Wagi może sobie pogratulować. Będzie adorowana do śmierci, i to w jakim stylu! Prędzej trafi się bezdeszczowy lipiec nad Bałtykiem, niż Waga zapomni o jakiejkolwiek rocznicy.
    Kwiaty, romantyczne kolacje, prezenty i szepty do uszka (czyli to, co większość panów odbębnia i o czym zapomina w rok po ślubie) to dla niego codzienność. Rycerski, szarmancki i zawsze elegancki, błyszczy na tle innych mężów. Na dodatek bez proszenia sprząta po sobie, prasuje własne koszule i pyta żonę o zdanie.
    Dziadek na medal
    Wszyscy rówieśnicy, którzy śmiali się z jej koktajli witaminowych, regularnych badań i fortuny wydanej na uzębienie, na starość plują sobie w brody. Oni – na rentach, kuśtykający i szczerbaci; ona – rumiana i żwawa, bez zadyszki tańcząca na stołach podczas wesela prawnuczki.
    Zdrowa i zadbana, trwoni pieniądze na prezenty dla kolejnych pokoleń. Jest oceanem cierpliwości. Pogodzi zwaśnionych zięciów, a w wolnym czasie urządzi potańcówkę, na której jej emerytowani przyjaciele dadzą lepszego czadu niż studenci po pierwszej zaliczonej sesji.

    Cienie...
    Mała terrorystka
    Trudno o bardziej bezlitosne stworzenie niż ta mała lizuska. Uzbrojona w anielski uśmieszek bombarduje rodzinę miłością intensywniej niż niejedna sekta. Cel jest jasny – omotać i ubezwłasnowolnić tak, aby robili tylko to, czego chce Waga.
    Jeżeli płacze, to łzami wielkimi jak ziarna grochu; jeśli deklamuje wierszyk, to patrząc prosto w oczy mamusi. Trzask-prask! I rodzice zaciągają kredyt, by wyprawić małej Wadze piąte urodziny na 400 osób. Wyłudzaczka zapomóg Waga zrobi absolutnie wszystko, żeby ją podziwiano. Na co dzień spokojna i kulturalna, bez namysłu opluje dwumetrowego dresiarza, byle tylko zobaczyć błysk podziwu w oczach wydekoltowanej barmanki. Ten leń i egoista robi wyłącznie to, co dla niego wygodne. Bez przerwy coś studiuje i nigdy nic nie kończy.
    To profesjonalny wyłudzacz zapomóg szefowa – katastrofa Wagi brzydzą się pracą. Głęboko wierzą, że są stworzone do wyższych celów, takich jak balowanie, lenienie się na kanapie i wydawanie kasy. Jednak przyparte do muru, z odrazą i w ciężkiej depresji przyjmą posadę. Wszystko jedno jaką, byle dobrze płacili.
    W pracy zajmują się głównie oglądaniem bzdur w internecie i plotkowaniem. Każdy lunch zajmuje im dwie godziny. Jako szef Waga doprowadzi firmę do upadku w miesiąc, bo zamiast pilnować pracowników, zajmie się pozłacaniem klamek w swoim gabinecie.
    Słodka idiotka i narcyz
    Ulubione zajęcia pani Wagi to przymierzanie futer. W końcu tak niewiarygodnie powabnej istocie wszystko się należy! Pozuje na słodką idiotkę, a w głowie ma komputer szacujący zdolność kredytową danego samca w trzy minuty. Po ślubie rezygnuje z etatu i żąda gosposi. Przecież nie będzie sobie niszczyć manikiuru zmywaniem.
    Rozwodzi się notorycznie, gdy tylko na horyzoncie pojawi się śmiałek gotów zafundować jej większą willę. Facet Waga wydaje na kosmetyczkę więcej niż na auto. Wklepuje w siebie hektolitry kremów, a na widok pierwszej zmarszczki ryczy jak Azja nabijany na pal. Dziećmi się nie zajmuje, bo mu się nie chce.
    Hrabina Hipochondria
    Przejście na emeryturę sprawia je ulgę. Bez reszty poświęca się przybieraniu atrakcyjnych póz na sofach czy nękaniu telefonami rodziny. Jeżeli wychodzi z domu, to tylko w sukni wieczorowej i zlana perfumą. Pielęgnuje swoją hipochondrię, umierając na raka trzy razy w tygodniu.
    Nocami wydzwania po krewnych i po szpitalach, żądając karetki i 24-letniej brandy. Jeżeli chcecie się pozbyć Wagi, dajcie do przeczytania listę działań niepożądanych jakiegoś leku z jej apteczki. Padnie na zawał, nim doczyta do końca.

    SKORPION
    Blaski:
    Przywódca stada
    Ten dzieciak nie marnuje czasu na głupoty – błyskawicznie opanowuje takie błahostki, jak sikanie do nocnika czy obsługa noża i widelca. Kiedy reszta rówieśników uczy się odróżniać prawy but od lewego, mały Skorpion przechodzi do rozważań nad sensem życia. Woli „Czarodziejską górę” od baśni Andersena, grę w pokera od berka i chowanego.
    Jest wybitnie inteligentny i przeskakiwałby po dwie klasy naraz, gdyby nie fatalne oceny z zachowania. Wielu nauczycieli (szczególnie tych mniej rozgarniętych) nie może pogodzić się z tym, że Skorpion mówi to, co myśli, wytyka im błędy i nie chce kłaść uszu po sobie.
    Drażni ich też, że ten mały spryciarz owinął sobie wokół palca wszystkich uczniów – od pierwszaków po dryblasów z ostatnich klas. Pierwszy zauważa, że Ani z trzeciej ławki wyrósł biust i tak zaczyna się jego kariera homme fatale.
    Najlepszy przyjaciel
    Jest w Skorpionach jakiś hipnotyczny magnetyzm, jakaś fascynująca tajemnica rozpalająca wyobraźnię i wywołująca dreszcz emocji. Zawsze nieco powściągliwi, zdystansowani, bacznie obserwują otoczenie. Nic nie umknie ich uwadze. Rozpracowują charakter swojego rozmówcy w mniej więcej pięć sekund.
    Z pozoru obojętni, tak naprawdę są niezwykle towarzyscy i życzliwi. Potrafią rozmawiać na każdy temat, czy to będzie biologia molekularna, hokej czy doktryny Giordano Bruno. Pochłaniają tony książek, ale znajdują czas na przygody, i to najchętniej ekstremalne.
    Odważni i energiczni, lubią mocne wrażenia. Są absolutnie odporni na oszustwo. Biada cwaniaczkom, którzy spróbują ich okantować – Skorpion nigdy nie puszcza płazem zniewagi. Inna sprawa, że nie zapomina także o wyświadczonych przysługach, a w przyjaźni jest wierny, lojalny i gotowy nieść pomoc nawet kosztem własnego zdrowia czy dobrobytu.
    Młot na bumelantów
    Nic nie sprawia Skorpionowi większej frajdy od zmagania się z żywiołem. Rozwiązywanie problemów, negocjowanie umów, dokonywanie rzeczy pozornie niemożliwych – w tym nie ma sobie równych w całym zodiaku. Jeśli się czegoś podejmie, to skończy na czas, nawet gdyby miał zamieszkać w biurze.
    Sumienny i uparty, nie toleruje fuszerki i nie pozwala sobie na niedociągnięcia. Nie boi się nikogo i bez ogródek wytknie błędy nawet najbardziej straszliwemu szefowi. Pogardza lizusami i karierowiczami, zamiast uśmiechów oferuje godną podziwu kompetencję i lojalność wobec firmy. Próby oszwabienia go mają zazwyczaj krwawy finał.
    Skorpion nie da po sobie poznać, że czegokolwiek się domyślił, cierpliwie poczeka, a potem… zorganizuje pokazową kaźń, która skutecznie sprowadzi resztę towarzystwa na drogę cnoty. Najbardziej pasują mu zawody wymagające przebiegłości, ogromnej wiedzy i zimnej krwi: marynarz, lekarz traumatolog, polityk, policjant czy też… agent służb specjalnych.
    kochanka wszech czasów.
    Dama w salonie, maestro w kuchni i demon w sypialni – Skorpionica to spełnienie marzeń prawdziwego mężczyzny. Nikomu nie będzie matkować ani się podporządkowywać. Potrzeba jej faceta z temperamentem, słodkiego brutala, partnera do naukowych dysput, namiętnych kłótni i łóżkowych szaleństw. Skorpionica nie spłoni się przy świńskim dowcipie i fachowo skrytykuje błędy trenera Fornalika.
    Największym erotycznym atutem pana Skorpiona jest tajemniczość. Ten demoniczny kochanek zrealizuje każdą fantazję i sprawi, że jego wybranka poczuje się najbardziej pożądaną kobietą świata. Podczas rodzinnego obiadku będzie szeptał jej do ucha słodkie sprośności, a na zjeździe licealnym patrzył na nią takim wzrokiem, że koleżanki popłaczą się z zazdrości.
    Stary, ale jary
    Skorpiony z wiekiem nie tyją i nie zaczynają przynudzać. Biada cwaniaczkowi, chcącemu okraść ich „na wnuczka”. Kiedy przyjdzie po pieniądze, Skorpion będzie czekał na niego z gangiem uzbrojonych staruszek.

    Cienie...
    Nieletni antychryst
    Rodzice Skorpiona muszą się pogodzić z faktem, że niezależnie od wysiłków wychowawczych, ich potomek ma dużą szansę wyrosnąć na wyrachowanego przestępcę, sadystę albo chociaż zboczeńca. Ten demoniczny bachor roztacza wokół siebie dziwną atmosferę grozy.
    Zamiast się wydzierać jak każde normalne dziecko, milczy i patrzy człowiekowi prosto w oczy, aż ten złamie się i zrobi, co tylko bachor mu każe. Zamiast pediatry powinno się do niego wzywać egzorcystę! Zadaje setki krępujących pytań, a uchylających się od odpowiedzi rodziców wyzywa od nieuków i Dulskich.
    W szkole zajmuje się głównie terroryzowaniem nauczycieli i obmacywaniem koleżanek. Inne dzieci panicznie się go boją, a jednocześnie lgną do niego jak zahipnotyzowane. W nagrodę Skorpion wciąga je w kłopoty – zakłada gang, alkoholizuje i wagaruje, a kiedy już się stoczą, on sam gładko zdaje na studia, które kończy z wyróżnieniem.
    Typ spod ciemnej gwiazdy
    Powiedzieć o nim „skomplikowana osobowość”, to tak jakby nazwać huragan Katrina porannym zefirkiem. Przebywanie w jego pobliżu to sport ekstremalny. W jednej chwili jest gorący jak wulkan, a zaraz potem – zimny jak przerębel.
    W mgnieniu oka i bez wyraźnego powodu zmienia się z łagodnego baranka w ziejące ogniem monstrum, i na odwrót. Im bardziej kogoś lubi, z tym większą obojętnością go traktuje. Do wrogów z kolei szczerzy się jak głupi, jednocześnie układając perwersyjny plan roztarcia ich na miazgę.
    Ten socjopata, mizantrop i patologiczny pesymista jest całkowicie wyzbyty skrupułów i mimo całej swojej inteligencji nie ogarnia pojęcia „empatia”. Uzależniony od adrenaliny, szuka guza dla samej rozrywki i wplątuje się w najbardziej ryzykowne historie, narażając przy tym niewinne osoby postronne. Ma dość radykalne poglądy, które głosi z cynicznym błyskiem w oku.
    Jeżeli ktoś ośmieli się z nim nie zgodzić, zmiażdży go swoją elokwencją, skompromituje, poniży i wdepcze w ziemię, uśmiechając się szeroko. Wygląda jak abnegat, ale przy bliższej inspekcji okazuje się, że nadpruty sweterek ma metkę Alexandra McQueena, porzucony w kącie plecaczek to wyrób Prady, a jego właściciel pachnie najnowszą perfumą Versace.
    Strajkujący Awanturnik
    W zespole, w którym pracuje Skorpion, wszyscy, włącznie z szefem, chodzą na paluszkach i hodują pokaźne wrzody żołądka. Sama jego złowroga obecność sprawia, że sekretarkom trzęsą się ręce, a praktykanci siwieją przed trzydziestką.
    Nikt nie śmie mu przeszkadzać, wszyscy łaszą się bezwstydnie i grzecznie tolerują fakt, że tylko Skorpion dostaje regularne podwyżki, choć przychodzi do pracy, kiedy chce i publicznie krytykuje przełożonych.
    Szef boi się, żeby ten charyzmatyczny awanturnik nie zafundował mu strajku połączonego z demolką zakładu (robi to często i chętnie). Pracownicy drżą o swoje życie, zdrowie, a przede wszystkim cnotę. Najlepiej dać Skorpionowi jakieś niezależne stanowisko, wolną rękę i udawać, że go nie ma. Ulży i jednej, i drugiej stronie.
    Łóżkowy potwór
    Jeżeli Skorpionica zagnie na ciebie parol, to nawet nie myśl o obronie. Możesz sobie być nawet gejem albo zakonnikiem z półwiecznym stażem. Jedyna nadzieja w tym, że dopadnie cię, wykorzysta i przerzuci się na inną ofiarę, zanim wyssie z ciebie wszystkie siły.
    Toż to pożeraczka mężczyzn, wampir energetyczny, bezlitosny sukub o czerwonych szponach i w butach z krokodylej skóry! Uwodzi non stop, mimowolnie. Wije się wokół mężów koleżanek, listonosza i dyrektora podstawówki, do której chodzą jej dzieci.
    W poszukiwaniu idealnego partnera „przetestuje” wszystkich, którzy wpadną jej w ręce. Odrzuconym rzeczowo i publicznie wyjaśni, dlaczego odpadli („sapiesz jak bydlę” albo „jesteś zbyt owłosiony” to najlżejsze z argumentów). Jest piekielnie zazdrosna a przy tym mściwa jak cholera. Zdradzanie jej to czyste samobójstwo.
    Jeżeli chcesz całkowicie osiwieć przed czterdziestką albo masz silne ciągoty masochistyczne, to proszę bardzo – zadaj się z jakimś Skorpionem. Jego wymarzony układ to skromny haremik, połączony z biblioteką. Żonę najchętniej oglądałby tylko w nocy, kiedy jest mu potrzebna do zaspokajania perwersyjnych żądz. Pod łóżkiem trzyma pudło pełne pejczy i kajdanek, nad łóżkiem ma ogromne lustro i kamerę internetową.
    Nigdy nie wiadomo, co mu strzeli do głowy. Jednego dnia jest świętym Franciszkiem a drugiego – Markizem de Sade. Raz kocha, a za chwilę gotów jest zamordować gołymi rękami za jakąś błahostkę. Interesują go tylko kobiety zagadkowe, bo uwielbia je rozpracowywać i wydzierać im kolejne sekrety.
    Węszy, prześwietla, śledzi, wypytuje znajomych… a kiedy już odrze delikwentkę z tajemnicy, rzuca ją w diabły. Sam za to milczy jak grób. Możesz z nim sypiać w jednym łóżku od 30 lat i wciąż nie wiedzieć, gdzie się podziewa całymi dniami, jaki jest jego ulubiony kolor ani ile właściwie ma lat.
    Postrach dzielnicy
    Nigdy nie wiadomo, czy kogoś znienacka nie zniszczy albo nie przeleci. Szwenda się po okolicy, mamrocząc obelgi pod adresem „tej bandy chamów”, czyli ludzkości w ogóle. Podszczypuje sąsiadki/sąsiadów, demoralizuje lokalną młodzież i szczuje listonosza gigantycznym pitbulem, śmiejąc się opętańczo.
    Wieczorami układa misterny plan zemsty na koledze z podstawówki, który w 1970 śmiał odbić mu dziewczynę. Nie choruje, bo złego licho nie bierze. Wreszcie, w wyniku zaawansowanej manii prześladowczej i fetyszyzmu, zabarykadowuje się w domu i wszelki słuch po nim ginie.

    STRZELEC
    Blaski:
    Gwiazda osiedla
    Kiedy mamusia wiezie małego Strzelca w wózeczku do spożywczaka, całe osiedle wpada w ekstazę. Wszyscy, włącznie z lokalnymi menelami i konfliktową sąsiadką z parteru, zbiegają się, znoszą prezenciki i wypytują, jak się dziś spało.
    Strzelec przyjmuje te deklaracje miłości z naturalnym wdziękiem – ochoczo przybija piątki i uroczo sepleniąc, rozdaje na prawo i lewo promienne uśmiechy. To bowiem urodzona gwiazda: rezolutny, towarzyski i wygadany, zawsze w dobrym humorze…
    W szkole broni słabszych kolegów, prowadzi kulturalną dyskusję światopoglądową z księdzem i wyprasza u wychowawczyni wycieczkę do zoo.
    Przyjaciel ludzkości
    Z czasem fanklub Strzelca rozrasta się do gigantycznych rozmiarów. Gdyby superbohaterowie istnieli naprawdę, to pewnie wszyscy byliby Strzelcami. Strzelec to uosobienie tolerancji i amator różnorodności – ma przyjaciół wśród bezdomnych i książąt, schizofreników i dewotów, wróżek i nihilistów.
    Jest ich telefonem zaufania, wydzielającym pożyczki bankiem, a w razie potrzeby także noclegownią i jadłodajnią. Kiedy nobliwa rodzina bulwersuje się, wpadając w przedpokoju u Strzelca na zaspanego drag queen, on co najwyżej wzrusza ramionami.
    Opinię publiczną do spółki z poprawnością polityczną ma tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Jest wrogiem hipokryzji, drętwoty i zaściankowości.
    Biurowy Napoleon
    Jest mistrzem rozmów kwalifikacyjnych. Wystarczy mu 10 minut, żeby rozkochać w sobie przyszłego pracodawcę. Ten błysk w oku, gdy opowiada o swoich pomysłach na doprowadzenie firmy na szczyt! Jest w stanie wszystko załatwić promiennym uśmiechem, klepnięciem w plecy tudzież szarmanckim cmoknięciem w dłoń.
    Uroczy i lojalny, ma rękę do interesów. Jego zespół jest bardziej zgrany niż niejedna rodzina. Strzelec włada nim sprawiedliwie, zachęca, zamiast obsobaczać i nie wtyka nosa w nie swoje sprawy. Wkurza się na krótko. Jest niezdolny do mobbingu.
    Królowa piękności i superbohater
    Właściwie trudno spotkać Strzelca płci pięknej bez wianuszka nadskakujących adoratorów. Natura wyposażyła ją w seksapil jak stąd do Wenus, wdzięk, świetny gust i wesołe usposobienie.
    Zamiłowanie do sportów także działa na jej korzyść, wspierając ciało w walce z grawitacją i celulitem. A przy tym panie spod tego znaku to po prostu równe dziewczyny, kumpele, z którymi można pójść do opery i na mecz, sączyć szampana i wypić piwo z butelki.
    Lubią nieskrępowaną zabawę i choć mogą sprawiać wrażenie flirciar, to ani im w głowie miłosne podboje. Wielu lowelasów przeżyło szok, kiedy dotarło do nich, że ta niesamowita kobieta chce się z nimi po prostu zaprzyjaźnić, a nie przespać.
    Jest bardzo tolerancyjna i nie trawi tylko jednego – kłamstwa. Dlatego jeśli facetowi padło na mózg i ją zdradził, niech się przyzna się od razu, inaczej ona nigdy mu tego nie wybaczy. O takiego męża jak Strzelec panie powinny walczyć ze sobą w pojedynkach.
    Bez zastanowienia da w pysk dryblasowi, który nazwał jego żonę „dupeczką”, zasłoni własną piersią, a zaraz potem bez skrępowania popłacze się na melodramacie w kinie i wlezie do kanału ratować kotka ze złamaną łapką. To połączenie Supermana z Casanovą.
    Jego wybranka czuje się, jakby wygrała los na loterii: wszystkie laski są na jego skinienie,
    ale wybrał ją! Nie ma w zwyczaju się rozwodzić, nie zna uczucia zazdrości i dopinguje żonę we wszystkich przedsięwzięciach. A jej przyjaciele są jego przyjaciółmi.
    Wieczny młodzieniaszek
    Strzelce właściwie się nie starzeją. Szczególnie kobiety wyglądają na rówieśniczki swoich córek i łamią serca jeszcze długo po siedemdziesiątce. Owszem, z wiekiem trochę tyją, bo lubią dobrze zjeść, a nie mają głowy do diet, ale regularne uprawianie sportu sprawia, że są w świetnej kondycji.
    Reszta rówieśników snuje się o kulach, pokasłując i pożerając tony pigułek, a Strzelec robi wokół nich kółka na rolkach. Świetnie idzie mu przyjaźnienie się z młodzieżą, więc nigdy nie wypada z obiegu i ma sto tysięcy ciekawszych rzeczy do roboty niż rozwiązywanie krzyżówek czy pielgrzymowanie do przychodni.
    Wreszcie, dobijając setki, spada z ośmiotysięcznika. Na pogrzeb zjeżdża pół świata, a hektolitry wylanych przez żałobników łez wywołują falę powodziową na Wiśle.

    Cienie...
    ADHD wcielone
    Nie ma sekundy, żeby ten straszliwy bachor się nie wiercił albo nie kłapał dziobem. Nawet jak śpi (a starczy mu godzina snu na dobę), to rozkopuje pościel i mamrocze. Zadaje średnio po 100 pytań na minutę, co gorsza, wciąż tych samych, bo pamięć nie jest jego mocną stroną.
    Zagadywanie rodziców mu nie wystarcza, więc molestuje bogu ducha winnych lumpów, pijących piwo w bramie, listonosza, dzielnicowego… gada nawet do uwiązanych pod sklepem psów, póki te nie przegryzą smyczy i nie zwieją. Grono pedagogiczne dostaje na jego widok nerwowego tiku – Strzelec zdezorganizuje każdą lekcję swoim wierceniem się, robieniem min i permanentnym słowotokiem.
    Poproszony do odpowiedzi, wymądrza się i głośno powątpiewa w kompetencje nauczyciela, podjudzając klasę do buntu. Nie wie, co znaczy słowo „konsekwencje”. Dla rozrywki wspina się na słupy trakcji elektrycznej albo kradnie sąsiadowi samochód i jedzie nim na wycieczkę… prosto w witrynę najbliższego sklepu.
    Niewyżyty bachor
    Lubi myśleć o sobie, że jest nonkonformistą. Ale tak naprawdę brak mu ogłady. Gada, co mu ślina na język przyniesie, a w imię źle pojętej szczerości bez skrupułów wyzywa ludzi od „grubasów”, „tępaków” i „puszczalskich”. Staje na głowie, byle tylko nie zostać posądzonym o dobre wychowanie – klnie jak szewc i opowiada dowcipy tak świńskie, że zniesmaczyłyby samego Berlusconiego.
    Do opery idzie w dresie, a kiedy podczas ślubu znajomych zadzwoni mu komórka, spokojnie odbiera ją i gada do końca mszy, szczodrze sypiąc przekleństwami. Żyje w przekonaniu, że jest niezniszczalny, w związku z czym uprawia sporty superekstremalne i większość czasu spędza zagipsowany od stóp do głów.
    Rozpaczliwie nieodpowiedzialny i lekkomyślny, w gruncie rzeczy pozostaje niewyżytym bachorem, nie znającym umiaru w niczym – czy chodzi o seks, dociskanie pedału gazu czy o wydawanie kasy. Jego ulubione rozrywki to picie potencjalnie zabójczego bimbru oraz podróżowanie tam, gdzie można wyhodować w jelitach amebę albo zostać zeżartym przez krokodyle.
    Nie potrafi przyjaźnić się z normalnymi okazami homo sapiens. Jeśli nie masz delirium tremens, nie jesteś transseksualistą, kleptomanem albo chociaż wojującym dewotem, to nie masz czego szukać w jego klubie.
    Snob i lekkoduch
    Bardzo nie lubi pracować, ale niestety musi. Bieda go dołuje, a tania garderoba przyprawia o marskość wątroby. Za to jak już dorwie trochę kasy, to szasta nią niczym Maria Antonina tuż przed rewolucją francuską. Kupuje duperele, nie sprawdzając cen, daje się naciągać akwizytorom, nie wie (i nie chce się dowiedzieć), co to lokata, emerytura czy ZUS.
    Usiłuje zatkać dziurę w domowym budżecie, spędzając całe noce przy stoliku do ruletki. Ma cholerne szczęście, bo w pracy uwiódł, kogo się dało i raczej nie grozi mu zwolnienie.
    Co z tego, że jest niekompetentny, nie czyta umów, które podpisuje, a krytyka spływa po nim, jakby był zalaminowany? Za to jaki jest milutki i jakie dowcipy opowiada, wychodząc co 10 minut na godzinną przerwę na papierosa!
    Panna podpuszczalska i niegrzeczny chłopczyk
    Nic i nikt nie przyprawia mężczyzn o taką frustrację jak baba Strzelec. Paraduje toto wymalowane i odstawione jak kornik na święto lasu, z dekoltem do pępka. Klei się do facetów, szepcze im do uszka i trzepocze sztucznymi rzęsami, a zaraz potem… daje po łapach. Cóż za bezczelność – łapać cnotliwą damę za kolano! I biedaczek, którego przed chwileczką omal nie udusiła mocno obnażonym biustem, musi obejść się smakiem. Niestety, na jednym się nie skończy.
    Pani Strzelec ma co prawda jakiegoś tam męża, ale nie zwraca na niego większej uwagi, bo jest zbyt zajęta uwodzeniem reszty świata. Nie znosi towarzystwa kobiet, bo są odporne na jej wdzięki i nie robią maślanych oczu na jej widok. Nie gotuje obiadów, w domu ma totalny bajzel, pensję swoją i ślubnego przepuszcza na kremy pod oczy oraz staniki push-up.
    Widząc zakochanego Strzelca, można dojść do wniosku, że to uroczy facet, który dla szczęścia swej wybranki gotów jest na wszelkie wyrzeczenia. Że będzie dozgonnie wierny i troskliwy. Przecież od razu widać, że zwariował z miłości – szwenda się uśmiechnięty jak idiota, wodząc wokół cielęcym wzrokiem i wyściskując przypadkowych przechodniów.
    Wybrance aż się robi głupio, że tak opętała biednego Strzelca. Nie wie nieszczęsna, że trafił się jej zwykły bajerant i amator otwartych związków, który zako****e się do szaleństwa średnio raz w tygodniu, a stałym, namiętnym uczuciem darzy wyłącznie samego siebie.
    Ten Casanowa barów mlecznych na widok ponętnej nóżki albo słodkich usteczek doznaje natychmiastowej amnezji. Zapomina, że ma już żonę (najchętniej zakompleksioną masochistkę, wielbiącą go niczym złotego cielca) i co najmniej trzy kochanki. Ale tak szczerze mówiąc, to wcale nie lubi kobiet.
    Chętnie z nimi sypia, ale żeby coś więcej? Pogadać to on może z kolegami, którym nigdy nie przyjdzie do głowy, by czegoś od niego wymagać, krytykować albo, co gorsza, żądać wynoszenia śmieci.
    Kociaczek pierniczek
    Z wiekiem Strzelce przede wszystkim tyją. Piąty grzech główny mści się na nich w formie sadła, fałd i celulitu. Nie pomaga abonament w klinice chirurgii estetycznej ani maratony pilingu. Dlatego gdzieś w okolicy pięćdziesiątki Strzelce obydwu
    płci zasznurowują się w gorsetach i pozostają w nich już do końca życia.
    Wydepilowane i ponaciągane, wbijają się w młodzieżowe ciuchy, usiłując naśladować dwudziestolatków. Efekt jest dość makabryczny. „Klawa” mamusia Strzelec podrywa szkolnych kolegów własnej córki, a tatuśkowi spod tego znaku zajmują całą pensję na poczet rozlicznych alimentów.

    KOZIOROŻEC
    Blaski:
    Opiekun całej rodziny
    Potomek Koziorożec to najlepsza polisa ubezpieczeniowa, jaką można sobie zafundować. Jego rodzice mogą spać spokojnie – rozsądne i obowiązkowe dziecię otoczy ich fachową opieką… jak tylko oswobodzi się z pieluch. Nie trzeba go będzie sztorcować ani upominać.
    Sam będzie wiedział, co jest w życiu ważne, a od czego należy trzymać się z daleka. Systematyczną pracę zacznie już w żłobku, potem posypią się czerwone paski, wyróżnienia i stypendia.
    Egzaminy i sprawdziany będą sprawiać mu przyjemność większą niż migdalenie się z koleżankami. Rozumny, solidny i usłużny, pomoże mamie załatwić sprawę w urzędzie, tatusiowi rozliczy PIT, a starszej siostrze wysmaży takie CV, że będzie się opędzać od pracodawców!
    Władca świata
    Koziorożec ma jasną wizję przyszłości. Już w przedszkolu wybiera swoje wymarzone liceum, a kierunek studiów – gdzieś przed pierwszą komunią. Pod płaszczykiem spokoju kryje monstrualne ambicje.
    Wiele Koziorożców chce rządzić światem albo przynajmniej mieć własną stronę w encyklopediach. Reszta zadowoli się spektakularną karierą oraz kolekcją złotych kart kredytowych. Aby dopiąć swego, gotowi są pracować ciężko, wytrwale i (uwaga!) uczciwie.
    Nie przegapią żadnej szansy, nie pozwolą sobie na olewactwo, wodolejstwo, nieprzemyślane decyzje ani działanie pod wpływem emocji. Wszystko rozpatrują „na zimno” i bardzo rzadko popełniają błędy. Konsekwentni i godni zaufania, działają według ścisłego planu i z satysfakcją odhaczają kolejne punkty.
    Najlepszy pracownik zodiaku
    Solidny, punktualny, obowiązkowy…Nie wisi na telefonie, nie wychodzi co pięć minut na papierosa, ma idealny porządek na biurku i, jeśli trzeba, bez gadania zostaje po godzinach. Trudne zadania go nie przerażają, za to dostaje białej gorączki, widząc cudzą nieuczciwość i rozrzutność.
    Prędzej Kim Dzong Un rozda swój majątek biednym, niż Koziorożec wyda choć złotówkę firmowej kasy na zbędne duperele. Jeżeli nie ma go w pracy, to znaczy, że umarł albo został porwany przez UFO.
    Będzie harował z poświęceniem i natchnieniem, nawet kosztem życia prywatnego. Ale jest jeden warunek – trzeba mu dobrze płacić i regularnie awansować. Inaczej pójdzie się zaharowywać do konkurencji.
    Mount Everest klasy
    Złośliwi mogą sobie mówić, że jest zimna jak lód. A pani Koziorożec po prostu ma klasę i ani myśli rozmieniać się na drobne. Nie będzie udawać słodkiej idiotki i manipulować mężczyznami za pomocą dekoltu, bo to poniżej jej godności.
    Opatulona po szyję w eleganckie, acz skromne kreacje, poczeka na faceta, który doceni jej intelekt i podzieli jej zainteresowania. Nie straci głowy dla byle przystojniaka, nie zaniedba kariery z powodu umięśnionego torsu i kilku słodkich słówek. Nie trawi darmozjadów i niebieskich ptaków.
    Dla niej ważna jest zawartość, a nie opakowanie. Facet może sobie kuleć, mieć nadwagę, piątkę dzieci i zaczeskę, ale jeśli pozna w nim bratnią duszę – wesele jak w banku. Pięknieje z wiekiem. Gros pań Koziorożców u progu emerytury wygląda lepiej niż na studiach.
    Pan Koziorożec to chlubny wyjątek. Przeciętny mężczyzna nie jest w stanie znaleźć własnych skarpetek bez pomocy żony. A w domu i życiu Koziorożca panuje wzorowy porządek, lodówka jest zawsze pełna, śmieci wyrzucone, a dzieci punktualnie odwiezione na basen.
    Ten typ to siła spokoju – słowny i odpowiedzialny, pozostawia innym wygłupy i uczenie się na własnych błędach. Lojalny niczym Abraham, nawet osaczony przez stado roznegliżowanych hurys, zachowa zimną krew i oprze się pokusie z imieniem żony na ustach.
    Emeryt w pretensjach
    Na emeryturę przechodzi w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Całymi latami mądrze inwestował, więc nie grozi mu bieda. Ani przedwczesny zgon – bo regularnie wykonywał badania profilaktyczne i przysiady. Wreszcie może się wyluzować.
    Kto wie, może nawet zacznie imprezować albo pozwoli sobie na gorący romans? Kiedy umrze, rodzina z ulgą dowie się, że pogrzeb już zaaranżowany i opłacony, dobytek nieboszczyka popakowany, a testament od lat spisany.

    Cienie...
    Jajo mądrzejsze od kury
    Niby dziecko, a zachowuje się (i ubiera) jak zgorzkniały dziad po siedemdziesiątce. Smętny i zakompleksiony, snuje się po kątach, łypiąc nienawistnie na rozbawionych rówieśników. W marzeniach wbija na pal panią przedszkolankę, a rudą Kaśkę topi w kotle zupy pomidorowej – niech mają za to, że go nie doceniały!
    Nie daje ściągać na klasówkach i bezlitośnie denuncjuje wagarowiczów. Poucza rodziców oraz nauczycieli z miną noblisty wrzuconego między troglodytów. Na imprezach podpiera ściany, dziewictwo traci po czterdziestce, a alkohol przyjmuje wyłącznie w syropach.
    Dyktator w cerowanych skarpetkach
    Ma mnóstwo czasu na naukę i robienie kariery, bo z nikim się nie przyjaźni. No, może tylko z innymi kujonami. Nie buntuje się, nie ulega porywom, śmieje się raz na miesiąc, a na imprezy chadza tylko pod przymusem. Mruk i pedant, jest przerażający z tym swoim prasowaniem skarpetek i układaniem bielizny w kosteczkę.
    Łatwo zraża się do ludzi, szczególnie tych wesołych i impulsywnych. Brak mu odwagi, żeby im solidnie wygarnąć, więc chodzi po świecie sfrustrowany i mamroczący. Z zemsty planuje przejąć władzę. W środku Koziorożca kłębią się bowiem mroczne ambicje, o które nikt nie podejrzewałby tego szarego indywiduum w od dawna niemodnym krawacie.
    Pies na kasę
    Od dzieciństwa paraliżuje go strach przed biedą. Nawet kiedy ma już konto w każdym banku szwajcarskim, regularnie nawiedza go wizja, w której siedzi owinięty w gazety pod szaletem na Dworcu Centralnym i ssie piętkę od chleba. Postanawia więc zaharować się niemal na śmierć w imię awansu i podwyżki.
    Nie żeby miał jakieś wielkie wydatki, skądże znowu. On chce po prostu siedzieć na górze kasy niczym jakieś ziejące siarką smoczysko w jaskini. Dokładny, ale powolny niczym niewyspany leniwiec, nie potrafi dogadać się ze współpracownikami i jest mało reprezentacyjny.
    Stres z pracy odreagowuje w domu, robiąc generalne porządki w lodówce i wywalając z szaf nierówno poukładane ciuchy żony oraz dzieci. Na szczęście bladym świtem znów zniknie na 16 godzin, nawet jeśli będzie miał 40 stopni gorączki i atak podagry.
    Uroczy jak wyliniały pudel
    Koziorożce płci żeńskiej nie wiedzieć czemu są przekonane, że cały świat dybie na ich cnotę. Robią więc wszystko, żeby go zniechęcić. Bez makijażu, paradują w golfach, nieufnie łypiąc na mężczyzn. Jęczą, że los je źle traktuje, wychodzą za geja (którego orientacji jakimś cudem nie zauważyły) albo bezzębnego, za to nieprzyzwoicie bogatego dziadygę.
    Już zmieniając dziecku pierwszą pieluchę, rozpaczają, że kiedyś zostaną przez nie opuszczone. Aby temu zapobiec, ubierają je w idiotyczne swetry, odprowadzają za rączkę do liceum, a wieczorami sączą do uszek jad pod postacią monologów o „niebezpiecznym i podłym świecie pełnym złych ludzi”.
    Za dnia potulny księgowy, nocą Koziorożec zmienia się w seksualnego maratończyka, gotowego zaliczyć wszystko, co się rusza. Byle bez dalszych zobowiązań. Jakimś cudem znajduje chętne do wygibasów, choć ma tyle uroku osobistego co wyliniały pudel, nie uznaje czułości, a jest zbyt skąpy, by dawać prezenty.
    W przedpotopowej marynarce i z zerowym poczuciem humoru, dopiero gdzieś w okolicy pięćdziesiątki kupuje sobie żonę, służącą wyłącznie do gotowania obiadów i niewyrafinowanego seksu. Płodzi minimum trójkę dzieci, których prawie nie ogląda, bo siedzi w biurze. W poniedziałki jada schabowy z kapustą, a na wakacje jeździ zawsze do teściów pod Poznań.
    Stary ciułacz
    Doskonale zakonserwowany Koziorożec na emeryturze zajmuje się głównie liczeniem uciułanej kasy i odmawianiem pożyczek krewnym. Pogrąża się w odmętach rutyny – żyje od łzawego serialu do serialu, co dzień gra w totka, a każdą niedzielę zaczyna od jajecznicy.
    Na koniec kilka zdań o Koziorożcach – odszczepieńcach. Tak, proszę państwa, jest taka nieliczna podgrupa. Są równie metodyczni i uparci, tyle że w innych, bardziej rozrywkowych kwestiach. Balują i chleją tak, jakby im za to płacono. Są nieobliczalni.
    Często miewają zwidy, wizje religijne i prorocze, odwiedzają ich na zmianę archanioły i fioletowe hipopotamy w latających spodkach. Niestety, ten rzadki typ Koziorożca ma wbudowany mechanizm samozagłady, który nie pozwala mu dożyć – nawet wczesnej – emerytury.

    WODNIK
    Blaski:
    Mały geniusz
    Wyjęty z matczynego łona Wodnik nie wrzeszczy. Nie dlatego, że mu brak sił – po prostu jest zbyt zajęty poznawaniem nowego, fascynującego świata. Z zaciekawieniem lustruje personel medyczny, zdyszaną rodzicielkę, bezlistne drzewa za oknem. Oto cudowne dziecko, które postawi na nogi swoich zmiętolonych zimą rodziców.
    Kreatywne, towarzyskie i tak bystre, że maturę mogłoby zdawać gdzieś w okolicach zerówki. Zauważa rzeczy, których inni nie widzą, eksperymentuje i kombinuje. Zadaje miliony pytań i oczekuje wyczerpujących odpowiedzi.
    Leń, który „wyjaśni” Wodnikowi, że prąd mieszka w gniazdkach, ryzykuje co najmniej solidne zwarcie, o ile nie pożar. W wolnych chwilach mały Wodnik grywa Szopena lub konstruuje perpetum mobile.
    Pan/pani rewolucja
    Ten typ jest ciągle w biegu, ciągle na tropie przełomowych odkryć, rewolucji, idei, mód. Marzy o tym, by stworzyć coś nowego, oryginalnego – nowy styl muzyki, rewolucyjny kosmetyk, pionierską metodę chirurgiczną…
    Najchętniej działa w pojedynkę, bo ponad wszystko ceni sobie wolność. Altruista i filantrop – bez zastanowienia rzuci w diabły karierę w bankowości, by zaciągnąć się na statek Greenpeace’u albo uczyć honduraskie sierotki.
    Jego bezgraniczna tolerancja sprawia, że wielu uznaje go za dziwaka. Bo kto to słyszał, żeby wynajmować mieszkanie do spółki z byłym zakonnikiem i tancerką go-go?
    Tymczasem Wodnika ciągnie do wszystkiego, co niesztampowe, oryginalne, inne. Nic, co ludzkie, nie jest mu obce… oprócz hipokryzji oraz idiotycznych uprzedzeń.
    Zaradny wolny duch
    Pieniądze mało go interesują. No, chyba że jako środek niezbędny do organizowania coraz to nowych podróży i kupowania najnowszych zdobyczy cywilizacji (czytaj: gadżetów).
    Jak na wolnego ducha przystało, Wodnik niezbyt lubi wykonywać cudze polecenia, za to świetnie daje sobie radę w pojedynkę. To, że skończył z wyróżnieniem studia medyczne (albo odgwizdał fajrant po pierwszym roku zawodówki), wcale nie oznacza, że po kilku latach nie zostanie tancerzem albo pilotem helikoptera.
    Bez żalu i wysiłku zmienia pracę z doradcy finansowego na przedszkolankę, z glazurnika na wizażystę. Genialny samouk – to, nad czym inni głowią się w szkołach i na kursach, on rozpracowuje w godzinę.
    Księżniczka i rycerz na białym koniu
    Pani Wodnik przyjaźni się ze wszystkimi mężczyznami, ale ulega tylko jednemu na milion. Kandydaci na partnerów (małżeństwo uważa za ograniczający wolność relikt epoki stosów) biją się o tę dowcipną, błyskotliwą i zawsze ubraną według najnowszych trendów kobietę.
    Większość jednak nie potrafi za nią nadążyć, nie jest wystarczająco lotna ani oczytana. Pani Wodnik nie ma im za złe tych niedociągnięć: zawsze chętnie wysłucha, pocieszy, przyszyje guzik albo odzyska dane z porażonego piorunem komputera. Ale będzie trzymać na dystans. Ma w nosie konwenanse i normy społeczne, więc najchętniej skusi się na jakiś mezalians.
    Zwiąże się z facetem o 40 lat starszym albo młodszym, z szamanem, guru sekty lub akrobatą cyrkowym. I będzie z nim szczęśliwa przez wiele lat. Pan Wodnik błyszczy niczym brylant na tle wszechobecnego chamstwa i przeciętniactwa.
    Szarmancki i wrażliwy, oczytany i oryginalny, wielbiciel kobiet (nawet tych brzydkich) i obrońca słabszych. Porozmawia na każdy temat i nawet najbardziej zagorzała dyskusja nie wyprowadzi go z równowagi. Nie zżerają go żadne kompleksy, a jednocześnie nie uważa się za mistrza świata.
    Jeden z niewielu przedstawicieli rodzaju męskiego, który odczuwa potrzebę wręczania ukochanej prezentów bez okazji, tylko po to, by zobaczyć jej uśmiech. O rękę nie prosi, ale i tak jest sto razy lepszym, bardziej lojalnym partnerem niż większość zaprzysiężonych małżonków.
    Wieczny rówieśnik
    Zdecydowana większość Wodników nie zauważa własnej starości. Są tak zajęci walczeniem o słuszną sprawę albo rewolucyjną działalnością artystyczną, że tracą rachubę czasu. Poza tym śmierć nawet ich ciekawi. Co będzie potem?
    Tunel ze światełkiem, nirwana, hurysy, ognie piekielne? Wodnik z chęcią się przekona. W międzyczasie nakręci jakiś film albo wyciągnie z nałogu narkotykowego hordę nastolatków i zrobi z nich terapeutów. Wygląda na 50 lat mniej, niż ma i wydaje się, że będzie żył wiecznie.

    WODNIK
    Cienie...
    Antychryst na gigancie
    Wychowanie małego Wodnika to sport ekstremalny, grożący kalectwem i/lub ciężkim urazem psychicznym. Nawet jeśli ktoś mężnie zniesie apokaliptyczny bałagan w jego pokoju, wieczne mądrzenie się i upiorne konwersacje z hordą wymyślonych przyjaciół, to i tak wymięknie przy którejś z rzędu ucieczce z domu.
    Na dodatek Wodnik lubi eksperymentować. Dlatego wtyka widelce w gniazdka i przeprowadza doświadczenia z saletrą pod łóżkiem niedołężnej prababci.
    Wariat w skarpetkach nie od pary
    Dyplomatycznie mówi się o nim/o niej „oryginał”, choć wyrażenie „kompletny świr” aż ciśnie się na usta. Bo jak tu nazwać indywiduum, które widuje UFO i ducha stryjenki, notorycznie się odurza, a wysłane do sklepu po ziemniaki przynosi fiolkę brokatu i seler naciowy?
    Jak się dogadać z kimś, kto co minutę zmienia poglądy: w poniedziałek agituje za prawicą, a we wtorek oznajmia, że jest transseksualną lesbijką i zamierza adoptować piątkę afrykańskich sierotek? Ma uczulenie na zobowiązania.
    Wzdryga się na myśl o posiadaniu małżonka, etatu czy kredytu… nawet żądanie od niego, by stawił się gdzieś punktualnie o 15, nazywa „rażącym ograniczaniem swobody osobistej”. Abnegat totalny – potrafi obalić tezy Kanta, a przerasta go pranie bielizny. Żyje w bałaganie, latami żywiąc się wyłącznie pizzą.
    Skłonność do eksperymentów, w połączeniu z bimbaniem na normy społeczne, prowadzi go prosto do ryzykownych zachowań seksualnych, tudzież na oddziały detoksykacyjne. Nienawidzi tradycji, religię wyzywa od guseł i nienawistnie syczy na procesje Bożego Ciała.
    Gardzi przeciętniakami i nudziarzami. Czyli każdym, kto nie bierze narkotyków, nie cierpi na psychozę albo chociaż nie jeździ jak wariat na motorze.
    Antytalent ekonomiczny
    Wodnik nie potrafi zaoszczędzić nawet paru złotych, chyba że przypadkiem. Permanentny brak funduszy zmusza go do skalania się pracą zawodową, co czyni niechętnie i z ostentacyjnym obrzydzeniem.
    Nie żeby był z niego jakiś pożytek w robocie – przecież to leń, niedokładny i nieterminowy. Skandaliczny bałagan, który wyhodował sobie na biurku, wchłania i usuwa w niebyt kolejne ważne dokumenty, komórki i harmonogramy.
    Na szczęście Wodników nie ciągnie na prezesowski fotel (to za duże zobowiązanie, a szefami zostają tylko nudni wazeliniarze), bo gdyby któryś w nim zasiadł, to „zamodernizowałby” firmę na śmierć w ciągu miesiąca. Najlepiej niech Wodnik zostanie artystą. Przełomowym i rewolucyjnym, malującym fusami z kawy i zawartością kociej kuwety.
    Bicz na mężczyzn i kobiecy pasożyt
    Gdyby podliczyć, za ile męskich wrzodów żołądka, nerwic i zawałów odpowiedzialne są kobiety Wodniki, okazałoby się zapewne, że są bardziej szkodliwe od nikotyny i alkoholu razem wziętych. Na pozór piękne, inteligentne i rozkosznie amoralne, pod miłą powierzchownością kryją szurniętą histeryczkę, kapryśną i boleśnie niestałą.
    Ze łzami w oczach przysięga dozgonną miłość, a po tygodniu ucieka z guru sekty poligamistów. Ślubu nie chce za żadne skarby, i dobrze, bo to bałaganiara niepotrafiąca nawet usmażyć jajecznicy. Jeżeli ma dzieci, to przez pomyłkę. Na dodatek nadaje im idiotyczne imiona. Smętne zastępy Heloiz i Mścigniewów żyją w cieniu postrzelonych rodzicielek i ich coraz to nowych narzeczonych: poetów, cyrkowców oraz terrorystów.
    Pan Wodnik jest jeszcze bardziej niebezpieczny. Bufon i snob, ma się za krynicę wiedzy i oczekuje, że wszyscy będą padać przed nim na kolana. Gada od rzeczy, myli Dwurnika z Michnikiem i dostaje ataku szału, gdy ktoś śmie sprostować. Mitoman.
    Wyobraża sobie, że jest Chrystusem, Casanovą i marszałkiem Piłsudskim w jednym. Jako osobnik skrajnie niezaradny życiowo chętnie pasożytuje na kobietach, które w podzięce regularnie zdradza. Bez nich siedziałby zapewne przy świeczce, w brudnej piżamie i rozmawiał z karaluchami.
    Dzikus lub wariat
    Na starość Wodniki mają do wyboru: zdziczeć albo ostatecznie oszaleć. Ci, którzy decydują się na pierwsze rozwiązanie, zamykają się w domu, żeby poeksperymentować z lekami, albo wyjeżdżają do Indii, by doznać oświecenia i zakosztować hindusów.
    Wielu uzależnia się od wykładów i odczytów, podczas których co minutę zadają prowadzącemu wredne pytania. Wodniki z drugiej grupy zakładają własny kościół, latają po mieście w indiańskim pióropuszu i pomalowani na złoto albo popadłszy w ekologiczny ekstremizm, rzucają się z nożem na tankowce.

    RYBY
    Blaski:
    Aniołek i poeta
    Mała Ryba słucha się mamusi i tatusia, a za kilka słów pochwały zrobi wszystko. Kocha zwierzątka i roślinki, może godzinami słuchać bajek. Można by w ogóle zapomnieć, że jest w domu, gdyby nie to, że czasem popłacze się ze strachu albo ze współczucia dla biednej, prześladowanej przez macochę księżniczki.
    Tak zwany „trudny wiek” omija Rybę. Nie ma mowy o rzucaniu szkoły czy przedwczesnych przygodach erotycznych. Ryba, jak może, unika niebezpieczeństw, przede wszystkim dlatego, że nigdy, przenigdy nie chciałaby zmartwić najdroższych rodziców.
    Jest łagodna, delikatna i uduchowiona. Chętnie czytuje (i pisuje) poezję, dostrzega piękno tam, gdzie inni nie znaleźliby go nawet z noktowizorem.
    Złote serce i wierny przyjaciel
    Ma niewiarygodną intuicję, szósty zmysł, pozwalający jej przeczuwać, jak potoczy się bieg wydarzeń. Jest doskonałym materiałem na tarocistkę, bioenergoterapeutę, różdżkarza…ale także na lekarza, farmaceutę albo pracownika opieki społecznej. Potrafi mądrze rozmawiać z ludźmi, sprawiać, że czują się ważni i potrzebni.
    Zawsze chętnie udzieli pożyczki, a dawanie prezentów cieszy ją bardziej niż ich dostawanie. Będzie się żywić chlebem z margaryną, byle tylko dziecko mogło pojechać na wymarzony obóz sportowy, a żona poszpanować torebką od Prady.
    W ogóle pomaganie innym to jej żywioł – cierpliwie tłumaczy tępawemu koledze z ławki, czym się różni mintaj od Minotaura, a dokarmiane przez nią koty piwniczne jedzą lepiej niż ona sama. O nikim nie mówi źle. Ma dzięki temu mnóstwo przyjaciół.
    Kobieta stworzona do miłości
    Elegancka, zmysłowa i tajemnicza, choć nieco kapryśna, szuka silnego mężczyzny. Zako****e się „na zabój”, akceptuje wybranka w całości. Kocha jego włochate uszy i dziwaczne powiedzonka. Piecze ciasteczka, masuje karczek, a w łóżku… robi takie rzeczy, że żaden facet nie opuści jej z własnej woli.
    Ryby są niezwykle gościnne. Nieprzespane noce i opowiadanie bajek to dla nich czysta przyjemność, są więc najlepszymi przyjaciółkami nie tylko swoich dzieci.
    Kochanek wierny i czuły
    Pan Ryba to romantyk pełną gębą, na pierwszej randce odważy się co najwyżej znacząco uścisnąć dłoń ukochanej i zajrzeć jej głęboko w oczy. Nie szuka żony, tylko muzy, bogini, którą będzie obsypywał kwieciem. Cierpliwie wysłucha zwierzeń i skarg, a nawet pozwoli się jej wypłakać w mankiet, nie martwiąc się mascarą na koszuli.
    Łatwo wybaczy żonie przypalony kotlet oraz zdradę, byle tylko była dla niego miła i doceniała jego artystyczne zacięcie. Dzieci kocha do szaleństwa. Nie ma serca czegokolwiek im zabronić. Niańczy, wozi na basen i balet… Każda wizyta w centrum handlowym owocuje toną nowych zabawek.
    Dziadek doskonały
    Większość Ryb żyje wystarczająco długo, by zostać pradziadkami. Cóż, jeśli dba się o zdrowie, chodzi regularnie do lekarza, nie obżera się i nie uprawia niebezpiecznych sportów, długowieczność ma się jak w banku. Regularne spacery do kościoła i na cmentarz oraz wiara w życie pozagrobowe mają zbawienny wpływ na formę i długowieczność Ryb.

    Cienie...
    Tchórz i beksa
    Wstarczy gniewne spojrzenie albo mocniejsze tupnięcie, a mała Ryba już wyje, jakby ją żywcem obdzierali ze skóry. Boi się potworów pod łóżkiem, końca świata, wąsatej sąsiadki spod czwórki, myszy, zarazków i wiatru. Całe dzieciństwo spędza uczepiona maminej spódnicy. Młode Ryby są tak patologicznie nieśmiałe, że zamiast mówić, dukają.
    Brutalna doczesność je przeraża, więc uciekają przed nią w świat fantazji… Kłamią jak z nut i robią się jeszcze bardziej gapowate. Ileż obiadów spłonęło, iluż sąsiadów zostało dokumentnie zalanych, bo pierwszy raz w życiu zakochana Ryba galopowała na białym rumaku w ramionach przystojnego księcia.
    Wychodzenie z domu jest, według niej, stanowczo przereklamowane. Trzeba się zdecydować, dokąd iść, kiedy, w co się ubrać… tyle decyzji i tyle dylematów, koszmar po prostu. Ryba pozostaje więc stacjonarna i coraz bardziej się odrealnia.
    Zaczyna miewać prorocze sny. Zamiast randkowania, dostaje zeza od gapienia się w szklaną kulę i astmy od dymu ze świec. Nic więc dziwnego, że ma problemy ze znalezieniem sobie chłopaka/dziewczyny.
    Wiecznie chory naiwniak
    Pokasływanie uznaje za objawy śmiertelnej choroby, więc chodzi do 15 lekarzy jednocześnie, żadnemu nie wierzy, ale od każdego bierze recepty. Choruje bez przerwy, ale tylko na jedną chorobę – hipochondrię. I to dlatego, by móc bez poczucia winy narkotyzować się syropkami na kaszel i wlewać w siebie hektolitry „leczniczych” nalewek.
    W pracy nie na wiele się przydaje, bo albo jest na zwolnieniu, albo ręce jej się trzęsą ze stresu. A stresuje ją wszystko. Szefowi ręka więdnie od klepania Ryby po plecach (tylko pochwały są w stanie chwilowo ją odstresować).
    Wypłatę (oraz cały zestaw zasiłków chorobowo-inwalidzkich) Ryba przepuszcza na lekarzy i pigułki, kiepskie romanse, gry komputerowe… To, co jej zostanie, odda naciągaczom albo przehula w totolotka. Jest tak łatwowierna, że oskubie ją nawet udający księdza po kolędzie pryszczaty trzynastolatek .
    Poszukiwania mężczyzn mocnych i bogatych
    Wątła i rozerotyzowana, do trzydziestki mieszka w pokoju oklejonym plakatami Justina Biebera (albo kogoś równie przerażającego) i pisuje elegie miłosne, zalewając się łzami.
    Dlatego, kiedy już dorwie jakiegoś prawdziwego faceta, to przyssie się do niego i nie wypuści do śmierci. Będzie robić maślane oczy, nadużywać seksualnie, przeceniać i gloryfikować, aż biedaka zemdli.
    Dwie lewe ręce, ale z kieliszkiem
    Pan Ryba nabierze wiele frajerek na swój sznyt „wrażliwego poety o sercu gorącym jak ogień”. Wyjdą za ucieleśnienie romantyzmu, a dostanie się im niezaradny niezguła, który nie jest w stanie sam obsłużyć pralki. Będą go musiały utrzymywać, znosić jego fochy, liczne nałogi i to, że byle słowo krytyki doprowadza go do prób samobójczych (nieudolnych).
    Wciąż jedną nogą w grobie
    Ryby żyją długo – ku rozpaczy małżonków i ZUS-u – jęcząc i cierpiąc na „niewyobrażalne bóle”. Na starość popadają w obsesję śmierci i dewocję: prowadzą długie rozmowy ze zmarłą ciotką Cecylią, a nawet widują twarz Jezusa w zaciekach na lustrze, którego, jako patentowane lenie, od dekady nie umyły.

    ("Astromagia",Weronika Kowalkowska) - kompilacja z lektur
    Ostatnio edytowane przez Ismer ; 15-10-2015 o 02:21 Powód: scalenie postów - regulamin
    Ismer likes this.

  2. Użytkownicy którzy podziękowali Daria_Hexe za ten post:

    Ismer (05-10-2017)

Podobne wątki

  1. Cienie
    Przez zoska1977 w dziale Duchy
    Odpowiedzi: 10
    Ostatni post / autor: 11-01-2016, 09:42
  2. Cienie, blaski i przyszłość "NASZEGO MAŁŻEŃSTWA" - rozkład.
    Przez Tarocistka_doradca w dziale Przykładowe rozkłady
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 12-09-2013, 18:57
  3. uczucie ciezkosci i dziwne blaski
    Przez manny w dziale Archiwum snów
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 19-12-2011, 01:03
  4. cienie
    Przez Kot13 w dziale Archiwum snów
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 20-09-2009, 20:41
  5. Cienie
    Przez Oskito w dziale Rzeczy niewyjaśnione
    Odpowiedzi: 38
    Ostatni post / autor: 24-04-2009, 21:21

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •  

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185 186 187 188 189 190 191 192 193 194 195 196 197 198 199 200 201 202 203 204 205 206 207 208 209 210 211 212 213 214 215 216 217 218 219 220 221 222 223 224 225 226 227 228 229 230 231 232 233 234 235 236 237 238 239 240 241 242 243 244 245 246 247 248 249 250 251 252 253 254 255 256 257 258 259 260 261 262 263 264 265 266 267 268 269 270 271 272